poniedziałek, 29 października 2012

***

Obojętnieje. Twoje słowa wcześniej wzbudzające irytacje, teraz wzbudzają już tylko śmiech. Nie mów mi o szacunku. Osoba, która nigdy w życiu nikogo nie szanowała jest ostatnią, która powinna nim łaskawie obdzielać. Nigdy na nic nie zasługiwałam, byłam tylko cieniem, tłem na, którym mogłaś błyszczeć. Byłam, bo byłam potrzebna, a gdy przestałam być to odstawiłaś mnie do kąta i od tak wykreśliłaś z życia.
Przepraszam, że byłam tak naiwna by wierzyć w przyjaźń. Milcz i krzycz dalej. Ale już nie do mnie. Tylko nie płacz później, że zostałaś sama.

niedziela, 28 października 2012

Zabija mnie od środka


Łudziłam się. 
Łudziłam się przeszło 11 lat.
Teraz mam nauczkę.
Prawdziwa przyjaźń nie istnieje?

Bo tego, że męskie obietnice nie znaczą nic 
nauczyłam się już dawno. 

***

Milczysz. Zarzuty spływają mi do ust, dławią mnie, duszą, walczą by je wykrzyczeć. Milczysz. Nie obchodzi Cię, nie wzrusza walka widoczna na mojej twarzy, moja własna, mała, prywatna burza. Milczysz. Chce mi się krzyczeć, walić pięściami, wyrzucić z siebie natłok przytłaczających mnie emocji. Milczysz. Przecież o co mi chodzi? Przecież ja na nic nie zasługuje, nic nie powinnam oczekiwać. Nie zasługuje nawet na pamięć, na krótkie westchnienie, na lakoniczne słowa.

Forever

''In the brightest hour
Of my darkest day
I realized
What is wrong with me.

Can't get over you
Can't get through to you
It's been a helter-skelter romance from the start

take these memories
that are haunting me
of a paper man cut into shreds
by his own pair of scissors
he'll never forgive her
he'll never forgive her

Because days come and go
But my feelings for you are forever
Because days come and go
 But my feelings for you are forever''




urodzinowo

Nie będę pisać poetycko, ubierać w barwne słowa, dogłębne przesłania i kwiecistość zdań.
W skrócie: ''przyjaciele'' pocałowali mnie w tyłek, Ci po których się nie spodziewałam okazało się, że pamiętali, a ten, któremu obiecałam solennie, że jeśli kiedykolwiek zapomni o moich urodzinach to urwę mu jaja do samego kręgosłupa nie rzucił nawet krótkiego ''100 lat'' na fejsbukowej tablicy.
Dziękuje. Z całego serca dziękuje. Też Was ludzie kocham.
I nie uwierzę, że nie dało się przez cały dzień wysłać choćby smsa.
Po niektórych spodziewałam się, że nie będą pamiętać i nie zamierzam nad tym specjalnie ubolewać, wszak to tylko urodziny.
Po niektórych nie spodziewałam się, że pamiętać będą i to nawet bez przypomnienia na fejsbuczku.
Jednak mimo wszystko jeśli się od kogoś życzeń jakichkolwiek, najbardziej laickich spodziewało, a mimo to nie nadeszły to to cholernie boli.
I gdy się w dniu urodzin dowiaduje, że ''przyjaciółka'' po 11 latach przyjaźni całuje Cię w dupę, i to po tylu dozgonnych obietnicach, i to jeszcze nie bezpośrednio tylko poprzez obrabianie dupy przy znajomych to generalnie ma się bardzo udane urodziny -.-


Rok temu sądziłam, że nadzieja nigdy nie umiera. Mimo wszystko.
Byłam cholerną romantyczką, cholernie głupia i cholernie naiwna.

''Spokój i cisza zaległa w dolinach,
samotny orzeł krąży w kotlinach
Szczyty się wznoszą trwałe, niezmienne
wśród chmur samotne, wciąż bezimienne
Ciszę przerwał krzyk,strącił ciszę z nieba
Kocham i pragnę i Ciebie mi trzeba
 I sny zniknęły w mgłach niepamięci
I sama już dalej iść nie mam chęci.
Dlaczego odszedłeś daleką drogą?
Wszystko co chciałam stało się Tobą.
Lecz nic nie zostało.
 Znikło, odeszło i nie przetrwało.''

kocham Cie Agat, jesteś najlepsiejsza <3

sobota, 27 października 2012

re.

Hej hejterzy dawno Was tu nie było <3

Nie twierdzę, że każdy powinien mieć w szafie komplet turystyczno - wycieczkowy. Nie każdy ma, nie każdy potrzebuje, nie każdy chce mieć. Ja sama wiele lat jeździłam w góry w adidaskach.
Tyle tylko, że nikt mi nie wmówi, że taki problem ubrać adidasy za kostkę (ciągle jest na nie moda, założę się, że większość z nas ma je w szafie), które mają jakąś w miarę rozsądną podeszwę, zaimpregnować je, iść do sklepu i kupić grube skarpetki za jakieś 3 zł.
No ale przecież po co? Lepiej pomarudzić, że mokro, że źle, że góry są ble, że szlak nie jest betonowy.
A co do jagód to jest taki cud natury jak woda i wyobraź sobie, że wpadłyśmy na to z Gohą i Wiki, że woda w górach to przydatna rzecz więc EUREKA miałyśmy ją ze sobą i miałyśmy jak jagody umyć.
No po prostu cud boży, że tak się da...!
I możesz mnie hejtować ale gdyby nie ja i M.D., którzy chyba jako jedyni wpadliśmy, że są ludzie, którzy znają te góry i że można do nich zadzwonić to pewnie zejście w dół zajęło by nam więcej czasu.

Miłych hejtów i udanego dnia trolle internetowe. Buziaczki :*

wtorek, 23 października 2012

444

Nie będę przepraszać za szczerość. Wybieraj albo przyjaźnisz się ze szczerymi ludźmi, którzy przywalą Ci prawdą prosto w twarz i nigdy przenigdy nie odwrócą się do Ciebie plecami, albo z ludźmi cukierkowo miłymi, którzy wbiją Ci nóż gdy tylko się odwrócisz.
Życie to nie bajka, a my nie jesteśmy już na tyle młodzi by się przeciwko temu buntować.

Choć sama nieraz mam ochotę krzyczeć i tupać nogą.
Dlaczego mam żyć tak jak powinnam, a nie tak jak chce?

Pytanie naiwne i dziecięce do bólu.


Wpadam dokładnie w taką samą sytuacje, powtarzam te same błędy.

''I did my best to notice
When the call came down the line
Up to the platform of surrender
I was brought but I was kind

And sometimes I get nervous
When I see an open door
Close your eyes, clear your heart
 Cut the cord''

poniedziałek, 22 października 2012

''dobrze zuchem być''

Nie rozumiem. Klasy 1-3 kojarzą mi się ze słodkim nieróbstwem. Nie jestem aż tak stara by nie pamiętać, że ja beztrosko zaraz po powrocie ze szkoły rzucałam plecak w kąt i leciałam na plac zabaw.
Nauka obce mi słowo.
Jedyne co musiałam robić to w okolicach 2-3 klasy podstawówki musiałam wypełniać te durne książeczki z obrazkami by walczyć z dysortografią. No i oczywiście godziny przepisywania fragmentów książek by poprawić mój straszny charakter pisma (co oczywiście niewiele dało, dalej pisze totalnie niewyraźnie i niechlujnie) no ale rzeczywiście w tamtych czasach pisałam tak, że określenie ''bazgrać jak kura pazurem po piasku'' było by eufemizmem.
To jedyne co mi przychodzi do głowy, a i tak klasy 1-3 skończyłam dostając nagrodę ze ''bardzo dobre wyniki w nauce''.
Inne czasy?
Dzisiaj gdy od dzieci 6-7 letnich słyszałam, że rodzice im się każą uczyć i że muszą uczyć się codziennie miałam szczękę mniej więcej w okolicy kolan.
To jest straszne!
A gdzie dzieciństwo?

I dziwi mnie to niezmiernie, że te dzieci są... dziwne. Gdy spytałam się chłopczyka gdzie mieszka to patrzył się na mnie jak na kosmitkę. Ja w wieku 6 lat chodziłam sama do przedszkola, wiedziałam, że mieszkam koło macdonalda i generalnie byłam okularnicą z nosem w książkach. A teraz te dzieci ledwo, ledwo czytają! Pamiętam jak moja 5 letnia koleżanka chodziła do sklepu po przysłowiowe bułki, z karteczką co ma kupić i kluczami na szyi. Wtedy to było normalne. Teraz to patologia.

I rodzice pytający i dopytujący czy sobie radzimy z ich dzieckiem, bo jest trochę nadpobudliwy.
A przecież na pierwszy rzut oka widać, że on po prostu robi to wszystko, bo chce uwagi. Też bym chciała zwrócić na siebie uwagę gdybym była 6 latkiem, który musi się uczyć i ma codziennie zajęcia dodatkowe.



Zuchy przyprawiają mnie o ból kręgosłupa wieszając mi się na szyi, są okropne, wrzeszczące i rozbrykane, a i tak je kocham.
Moja droga?

:)

szkolnie

Nadeszły ciężkie czasy. I to nie, nie dla palaczy. Oczywiście na kaprysie (?) dyrektorki ucierpią Ci co po prostu są ustawicznie głodni lub zwyczajnie kończą wcześnie lekcje, a autobus mają tuż tuż po dzwonku na przerwę. No ale może zacznę od początku...
Moje ukochanie liceum na które narzekam niemalże od momentu w którym pierwszy raz przekroczyłam jego mury (a nie to był drugi raz... w momencie gdy dowiedziałam się, że była awaria systemu, system mnie wywalił i nagle wylądowałam  w klasie mat-ang mając totalne uczulenie na matmę, no i permanentny antytalent do tego cudownego przedmiotu) wymyśliło kolejną genialną rzecz. A mianowicie drzwi od szkoły są zamknięte zarówno na lekcjach jak i przerwach. Czyli jeśli spóźnisz się do szkoły to zostaję Ci albo okno albo skakanie przez płot i wchodzenie przez dziedziniec, bo oczywiście nikogo z kluczem przy drzwiach nie uświadczysz. Dzisiaj ludzie kończący lekcje tęsknie wpatrywali się w odjeżdżający autobus, bo nikt nie wpadł na to, żeby w godzinach popołudniowych otworzyć drzwi. Bo po co. Niech  sobie przez przerwę poczekają.
Plan zakładał, że zamknięte drzwi powstrzymają palaczy. A gdzie tam. Palacze spokojnie kurzą, a ludzie, którzy nie chcą płacić niebotycznych cen w automacie usychają z głodu.
Żegnaj TESCO...
No i nie mogę się doczekać okienka na religii. Koniec z załatwianiem jakichkolwiek spraw w wolnej godzinie, bo przecież jak wyjdę ze szkoły to już nie wejdę. Cudownie.
I ciekawa jestem jak długo będę jutro walić w drzwi by dostać się na dodatkową biologie.
I jak długo się będę wykłócać pod drzwiami, że ja naprawdę kończę lekcje o 11.30 i że nie, nie będę spędzać tej godziny w bibliotece.

Manewry

Manewry techniczno-obronne w Bieruniu.
Standardowo w patrolu musiałam być ze swoim bratem... Nic mnie bardziej nie wnerwia. I jakkolwiek to egoistycznie i małostkowo brzmi jest to główny powód przez który się zastanawiam czy w ogóle pojadę na następne. Mimo wszystko skoro nie nauczyłam się współpracować z moim kochanym braciszkiem przez 17 lat to nie nauczę się przez manewry. Ponadto marudzenie na każdym, każdziusieńkim kroku przyprawia mnie o płacz i zgrzytanie zębów. Mój brat do tego stopnia przebił mnie w marudzeniu, że dorobił się przezwiska ''księżniczka'', a rok rocznie ludzie z szokiem przyznają, że ja na manewrach nie marudzę w ogóle, a on za to wyrabia ponadprzeciętną normę zarówno za mnie jak i za siebie.
Wychowanie nas wychowaniem ale jednak mimo wszystko na manewry jadę się bawić, a nie użerać z księżniczką.
I jestem samolubna i mam to w nosie.
Poza tym nie tylko ja mam alergie na jego marudzenie, każdy kto go chwile posłuchał przyznaje mi rację.


No i oczywiście była wielka akcja ''leczymy Kundzie z lęku wysokości''. Moje wrzaski i piski słyszało pewnie pół Bierunia.
Uwielbiam zadania wymagające znalezienie się choćby metr nad ziemią. Po prostu kocham.

Paintball po ciemku to był totalny hardcore.
Błądzenie po lesie i galop przez ileś hektarów pola na oślep, skręcanie wiecznie nie w tą stronę, totalnie nie myślenie i robienie stojaczka z drewna na kociołek i rozstawianie przez 20 minut jednego namiotu i to jak gromada nieporadnych dziewczynek = cali my.

A i tak było 3 miejsce. Ja permanentnie zajmuje 3 miejsce i to się nigdy nie zmieni.