Zbyt wiele pocałunków we włosy.
Zbyt wiele dłoni.
Taniec języków. Przeczesywanie włosów. A wszystko bez sensu, bez przyszłości, nie ma nic gorszego niż czułość bez miłości...
Zwariowałam.
''Czasy są ciężkie dla marzycieli.''
Zbyt wiele pocałunków we włosy.
Zbyt wiele dłoni.
Taniec języków. Przeczesywanie włosów. A wszystko bez sensu, bez przyszłości, nie ma nic gorszego niż czułość bez miłości...
Zwariowałam.
,,To takie proste, marzymy wieczorami o miłości."
Takie proste. Takie skomplikowane. Jakbyśmy się znali od wczoraj. Jakbyśmy się znali od zawsze.
Proste gesty tworzą czułość. Odchylenie kołdry. Pocałunek we włosy.
A potem przychodzą kolejne dni i znów obcy.
A potem przychodzi ten wieczór i znów dni ukradzione z cudzego życia i trzymanie za rękę.
Kalejdoskop. Kolejka górska.
Nie rozumiem.
Ja, dziewczynka. Ja. Lwica. Walczę. Gryzę. Zabiłabym w imieniu tych, których chce chronić.
Nie kocham
Ale nie mogłam pozbyć się z myśli tego ramienia o które chciałabym się oprzeć.
Potrzebuje
To jest irracjonalne, ucieczkowe, zaufanie do osoby do której nikt nie ma zaufania.
To ja jestem dorosła. Nie mogę wiecznie czekać na ramię, które nigdy nie nadejdzie. Nie mogę pokładać zaufania w ramieniu, które o tym nawet nie wie
"Z daleka od siebie będziemy patrzeć w to samo niebo."
Wykute w ostrzu by przypominało...
"If you only knew"
Wiesz? Wiesz, że tańczę na linie nad przepaścią? A może oboje tańczymy?
Ten jedyny, druga połowa mojej duszy.
Kochałam namiętnie, rozpaczliwie, szalenie.
"Gdyż zakochani, tak jak obłąkani,
Mają umysły rozgorączkowane,
A wyobraźnia ich kształtuje więcej,
Niż umysł chłodny byłby w stanie pojąć."
Sen nocy letniej W. S.
Irracjonalnie, bez sensu, przez miłość raniąc. Irracjonalnie im bardziej kochając tym bardziej to tłamsząc, gasząc, dusząc.
Nie możesz mi powiedzieć, że to nie moja wina. Nie jestem owszem aż tak narcystyczna żeby stwierdzić MOJA, TYLKO MOJA. Lecz...
Byłam zawzięta, zamknięta, kierowały mną emocje, wstyd, lęk, żal...
Chcąc być Elisabeth z Dumy i uprzedzenia byłam samolubną, okrutną Cathy z Wichrowych wzgórz.
Zmieniło się. Dojrzało. Wybaczyło. Przestało być szaleńcze, zaczęło być z granitu.
Zawsze będę kochać ale już nie jestem zakochana. I to dobrze. Tak jest lepiej.
Różne bywają oblicza miłości.
Drżenie. Powiew wentylatora przeczesuje mi włosy. Jak przymknę oczy, jak sobie wyobrażę. Twoje dłonie. Przeczesywały? Nie pamiętam. Przesypywałeś włosy przez dłonie? Jak to jest, że pamiętam błękit oczu, zarys szczęki, a nie pamiętam czy rozwiewałeś mi włosy?
Irytował mnie ten dźwięk. Struna zgrzytała po zębach, takty zgrzytały pomiędzy palcami. Lecz cisza... Cisza wdziera się. Pod kolana, pod rzęsy, pomiędzy rękami. Jest namacalna. Lepka. Przytłumiająca.
Nikt tak pięknie nie mówił, że boi się miłości. Jak gorzkim jest rozczarowaniem, że przestałeś się bać odchodząc. Kwiaty uschły, bibuła straciła kolor. Wciąż pamiętam Twoje oczy mówiące o miłości.
Jeśli porcelana to wyłącznie taka. Taka niszcząca drewno, wbita w kąt stopy by uwierać przy odejściu.
W sztuce stracenia łatwo dojść do wprawy nuciła pod nosem jedna z poetek. Łatwo? Gdy przecieka pomiędzy palcami piasek sypiący się na tu leżał. Tu płakał.
Jak żyć gdy urodziło się do bycia nieszczęśliwym. Gdy życie nie przypomina XIX wiecznych romansów. Gdy wszystko jest obok, daleko, za szybą, za szkłem. Gdy muskasz tylko powierzchnię, a to wszystko "tak szybko kończy się, jakby nie było ciebie, nie było mnie". Nieutulona tęsknota. Łapanie pazurami namiastek. Złudzeń. Wyobrażeń. Potargane, poszarpane resztki, strzępki, wyobrażenia. Do życia nie wystarcza ballada na gitarze choćby prosto z serca.
To nie tylko ballada. To nie tylko róże w deszczu o północy.
To kawa rano.
To obiad po powrocie z pracy.
Ale też i róże. Buziak na liściku. Czekolada podrzucona pod poduszkę.
Gesty. Myśl. Tęsknota.
Niektórzy rodzą się by być nieszczęśliwymi. Niektórzy rodzą się z nieukojoną tęsknotą, nieutulonym żalem.
To nie jest świat dla dziewczyn z wrzosowisk. Nie pojawi się żaden Darcy, żaden nie będzie krzyczał w ciemności jak Heathcliff.
Nie zliczę ile razy słyszałam o miłości. Ile razy w ciemności płynął szept, że ja, że tylko ja, ile ust szeptało moje imię.
Szkoda tylko, że to miłość z papieru.