wtorek, 6 stycznia 2015

Ile serce jest w stanie pomieścić miłości? Ile głowa pomieści uczuć? Kalejdoskop twarzy pod powiekami sprawia, że nie wiem co czuje, co czuć powinnnam, co jest prawdą, a co dopisaną historią. Za niektóre uczucia zostałabym zamordowana gołymi rękami, za niektóre wyśmiana, za niektóre...
Bogowie... co ja wam zrobiłam? Kogo jeszcze postawicie na mojej drodze? Jakie nitki jeszcze poplątacie?
I głupie, głupie wspomnienia. Najlepsze chwile, wymieszane z najgorszymi. Momentami jestem taka... nieszczęśliwa, taka zła, taka rozżalona. Tęsknie za poczuciem bycia kochaną, rozpieszczaną, potrzebną, tęsknie za splątanymi nogami, za rozżarzonym spojrzeniem.
A następnego dnia przypominam sobie ból policzka, wstyd na widok bójki, kłótnie i nieporozumienia i wiem, że tak jest lepiej i że przynajmniej teraz mogę szukać pełnego szczęścia, a nie na pół gwizdka.
I wciąż w pewien sposób kocham, nie da się od tak przekreślić miłości.
Ale jak ta miłość wogóle istniała skoro wciąż jestem zakochana w przeszłości, skoro wciąż byłam i jestem ''zielona''?
I jak mogę się znowu zakochiwać i szaleć i gadać głupstwa i odliczać dni i myśleć o osobie, która jest dla mnie całkowicie i nieodwołalnie niedostępna?
Co jest ze mną nie tak?

Ja chyba doszczętnie zwariowałam. Postradałam zmysły.

Zieleń. Kolor, który już zawsze będzie kojarzył mi się z jednym uczuciem. Z jednym miejscem. Nie sądziłam, że aż tak będę tęsknić za tą polaną.
Musisz wywracać mój świat do góry nogami prawda? To przeznaczenie? Przekleństwo? Jak mam sobie ułożyć życie gdy NIE POTRAFIE zapomnieć? Próbowałam, udawałam ale to tylko gra. Motyle wciąż nie odfruneły. Znów widzę cały świat na zielono i nie potrafię ustalić czy to dobrze czy źle.
Zielono mi.

,,Gdy nie zostanie po mnie nic
Oprócz pożółkłych fotografii
Błękitny mnie przywita świt
W miejscu, co nie ma go na mapie

A kiedy sypią na mnie piach
Gdy mnie okryją cztery deski
To pójdę tam gdzie wiedzie szlak
Na połoniny na niebieskie

Podwiezie mnie błękitny wóz
Ciągnięty przez błękitne konie
Przez świat błękitny będzie wiózł
Aż zaniebieszczy w dali błonie

Od zmartwień wolny i od trosk
Pójdę wygrzewać się na trawie
A czasem gdy mi przyjdzie chęć
Z góry na ziemię się pogapię

Popatrzę jak wśród smukłych malw
Wiatr w podwieczornej ciszy kona
Trochę mi tylko będzie żal
Że trawa u was tak zielona"

czwartek, 1 stycznia 2015

,,Dom mój ostatnio ledwo stoi na nogach.''

Całe życie poddawałam się. Uciekałam, płakałam w czyiś ramionach powtarzając w kółko, że jest ''ok''. Zasłaniałam się rozbiciem, słabością, złem świata.
A teraz? Teraz jestem taka wściekła, taka zła! Poddałam się! Zawiodłam!
Jeden, jedyny raz coś mi się w życiu udało. Zastęp o jakim czytało się w książkach. Idealna obrzędowość, nie pusta i wydumana tylko nasza, prawdziwa, która nie powstała z głowy zastępowej tylko z serc zastępu. Idealne przyjaciółki, nie byłyśmy tylko gronem obcych sobie dziewczyn, byłyśmy związane, stanowiłyśmy dobrane grono, które spędzało ze sobą całe godziny, bo naprawdę lubiłyśmy swoje towarzystwo. I na końcu to co najważniejsze: idealne hacerstwo. Nie puste, patetyczne słowa tylko prawdziwe szczere harcerstwo w myśli i działaniu. Żyłyśmy tym, pracowałyśmy nad sobą, żyłyśmy z lasem i w lesie, pamiętałyśmy o Błękitnym Niebie i o Prawach.
I ja głupia dziewczyna pozwoliłam na to by moje wady, by mój okropny zwyczaj mówienia tego co myśle niezależnie od okoliczności, moje głupie złamane serce i moja zraniona duma to zniszczyło.
Pozwoliłam by ktoś mi wmówił, że wie co jest lepsze. By osoba, która na oczy nie widziała mojej zbiórki oceniła je jako niszczące i nieharcerskie.
Nienawidze go, bogowie jak ja go nienawidze. Ale nienawidzę też siebie, bo pozwoliłam mu na to. Zamiast walczyć utonełam we łzach i pozwoliłam się nieść z prądem.
Zawsze pozwalałam by kierowały mną czyjeś słowa. I teraz w tym momencie gdy mam być poukładana, gdy MUSZE być poukładana jestem w skumulowanej rozsypce. Jak mam reperować czyjeś dusze, jak mam układać cudze myśli jak mam socjalizować, resocjalizować i przede wszystkim POMAGAĆ? Nie mogę być pedagogiem, mam to w sobie, potrafie porywać serca i wznosić dusze ale brak mi wewnętrznego spokoju by prowadzić to do końca i przede wszystkim brak mi sił, żeby to była tylko praca. Będąc pedagogiem resocjalizacyjnym nie można tym żyć w każdym calu. Oddanie całej duszy takiej pracy może ją tylko spalić. Trzeba mieć dystans, mieć na czym go zbudować. A nie da się nic zbudować bez fundamentów.
Moje zaś dawno runeły z hukiem.
Jestem wrakiem w dwudziestym roku życia. Gratulacje dla mnie. The winner is...
Zawale moją pracę tak jak zwaliłam sprawe z moim zastępem. Zawale moje życie, bo nie potrafię iść naprzód. Wciąż jestem tą samą głupią dziewczyną piszącą list o tym, że moje życie zawaliło się w gruzy, bo chłopak, który zaczarował mnie jednym spojrzeniem i tonem głosu zniknął z mojego życia.
W ogóle nie dorosłam.
Wmawiam sobie, że obsesyjnie kontrolując moją wagę mam kontrole choćby nad tym jednym kawałkiem swojego życia. Brawa dla tej pani pedagog z anoreksją, wrodzoną infantylnością i nadmiernym sentymentalizmem.
A nawet to głupie niejedzenie nie wynika ode mnie tylko od osoby która z wielką starannością i zapewne nieświadomością zniszczyła mnie całkowicie, pracowicie rozwalając smętne resztki osoby, która i tak była już ledwie cieniem.
A im bardziej nie chce być takim ''wychowawcą'' jak on tym bardziej się boję, że dokładnie taka będę. Że chcąc dobrze, będę niszczyć i rujnować.

środa, 31 grudnia 2014

Ciężko jest wybierać pomiędzy tym co dobre, a tym co łatwe.
Znajome ramiona, łatwa miłość, ucieczka przed samotnością.
Samotność jest taka... przerażająca. Długie, puste godziny, nikt
nie poda ręki gdy upadniesz.
Dobrze jest przed nią uciekać, udawać, że nie istnieje.
Grać przed sobą, że z tą drugą osobą nie jesteśmy samotni.
Łatwo przymykać oczy na to, że jesteśmy sami w objęciach,
odzieleni odmiennymi duszami.
Pora przestać się bać. Gdzieś tam pod tym samym niebem
jest mój kawałek duszy, pora przestać na siłe udawać, że to
co jest na wyciągnięcie ręki wystarczy.
Nie śpiewamy tej samej pieśni W. Nie udawajmy, że jest inaczej.

czwartek, 18 grudnia 2014

anoreksja...?

I po raz kolejny jestem niewolniczką tych kilku cyferek na wadzę. Nie liczy się to co widzę w lustrze, nie liczy się to co mówią ludzie. Tylko waga nie kłamie. Czasami jeszcze może na zdjęciach uda mi się ujrzeć przebłysk tej chudości, którą wszyscy mi zarzucają. Tak właśnie, ZARZUCAJĄ. W pewnym momencie nie ma już ''o schudłaś, dobrze wyglądasz'', a zaczyna się ''dziewczyno, przestań się odchudzać, przesadzasz!''.
Ale gdy koło zostaje puszczone w ruch nie da się zatrzymać. Codzienny krąg: ważenie => schudłam/ przytyłam => mogę zjeść normalne śniadanie/moge co najwyżej schrupać kromkę Wasy => powrót do domu i liczenie fałdek => fałdek za dużo, godzina za późna obiadu i kolacji nie jem, zjem jutro. I tak w kółko i w kółko.
Anoreksja to nie jest coś co świat nam robi. To jest coś co robimy sobie same. Można ważyć 100 kg i czuć się z tym dobrze i można ważyć 20 kg i czuć się źle i za grubo. To my się spostrzegamy, to my widzimy się w lustrze. To my podejmujemy decyzje ''odchudzam się'', to tylko od nas zależy czy chudniemy z Ewą Chodakowską czy żywimy się grejfutem i sałatą. Ile dziewczyn zarzeka się, że to ''świat'' wpędził je w anoreksje, że to nie anoreksja tylko zdrowy tryb życia? Wiemy o anoreksji, wiemy o zagrożeniach, a mimo to i tak godzimy się z nią żyć, ba! chcemy z nią żyć... Symbolem naszych czasów jest to, że mimo feminizacji i równości chcemy być idealnymi lalkami, bo to przynosi więcej profitów. Nie można walczyć z anoreksją jako ''światowym'' zjawiskiem trzeba walczyć o to, żebyśmy nauczyły się poczucia własnej wartości i przebojowości, a anoreksja sama zniknie.
Jak wiele dziewczyn, które wpada w anoreksje jest najzupełniej świadoma, że model figury lansowny w mediach jest absolutnie chory i niezdorowy? A mimo to i tak dzień w dzień porównujemy się do tych ''cudownych'' modelek w rozmiarze 0.
Od czasu do czasu podnosi się zgiełk, że to co obecnie popularne, czyli nadmierna chudość jest zła, chorobliwa i przede wszystkim nieatrakcyjna, ludzie wtedy zachwycają się Marlin Monroe czy ''pin up girl'' ale nie oszukujmy się... która dziewczyna ma większe szanse na sukces nieważne czy zawodowy czy miłosny; ta z nadwagą czy niedowagą?

niedziela, 14 grudnia 2014

Ile tragedi wywołują słowa rzucone mimochodem nieważne, bo ulotne? Ile dziur w duszy wypaliło kilka literek niedbale rzuconych z wiatrem?


Niszcze się.
Spalam.
Spadam.

sobota, 18 października 2014

Czasami mam wrażenie jakbym żyła cudzym życiem. Jak kukiełka. Kierowana czyjąś wolą, cudzym przeznaczeniem. Wszystko co robię, wszystko co mówię jest czyjeś. Nie moje. To nie jestem ja. Utknęłam. Ocal mnie. Ocal, usłysz me wołanie.Przywróć mi mnie.
Jestem kierowana, ograniczona, nie wolna. Ocal!

Droga, którą poszłam miała być mą własną!

środa, 15 października 2014

,,Miłość to nie pluszowy miś ani róże''

Czasami mam wrażenie, że ledwo się tli i dorzucamy róże żeby nie zgasło.
Nawet najpiękniejsze kwiaty nie sprawią by ogień palił się mocno i równo.