poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Prawda jest okruchem lodu

Dawno już nie czytałam Wiedźmina. Ostatni raz w zamierzchłych czasach gimnazjum. Zapomniałam już jak bardzo lubię sposób pisania Sapkowskiego; jego sarkazm i humor. I to w jaki sposób ujmuje pewne rzeczy, a ujmuje je wbrew pozorom prosto.

''Emocje, kaprysy i kłamstwa, fascynacja i gra. Uczucia i ich brak... Dary, których nie wolno
przyjąć... Kłamstwo i prawda. Czym jest prawda? Zaprzeczeniem kłamstwa? Czy stwierdzeniem
faktu? A jeśli fakt jest kłamstwem, czym jest wówczas prawda? Kto jest pełen uczuć, które nim
targają, a kto pustą skorupą zimnego czerepu? Kto? Co jest prawdą, Geralt? Czym jest prawda?
- Nie wiem, Yen. Powiedz mi.
- Nie - powiedziała i spuściła oczy. Po raz pierwszy. Nigdy przedtem nie widział, by to robiła.
Nigdy.
- Nie - powtórzyła. - Nie mogę, Geralt. Nie mogę ci tego powiedzieć. Powie ci to ten ptak,
zrodzony z dotknięcia twojej dłoni. Ptaku? Czym jest prawda?
- Prawda - powiedziała pustułka - jest okruchem lodu.''

No ale muszę przyznać, że już dawno się tak dobrze nie bawiłam czytając książkę. Brakowało mi Jaskiera, brakowało mi malowniczych scen w rodzaju:
''Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem, kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu, z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki. Pierwiosnki, cholera!''

sobota, 6 sierpnia 2011

Zmiany

Zdecydowanie jestem wredną babą ale cóż lubię to :P A mianowicie wykorzystałam Sławka do noszenia mi zakupów. No a potem dorwałam się do ekspresu Leszka i jako, że nauczyłam się go już sama obsługiwać Leszek na pewno się ode mnie nie uwolni:P
Mój zastęp się rozrasta i to bez jakichkolwiek działań z mojej strony:) Słodko:)
Coś czuje, że wkrótce spełnię swoje marzenie i pojadę w góry Świętokrzyskie :]

Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że harcerstwo znowu będzie całym moim życiem to bym go wyśmiała i popukała się w głowę. Jeszcze pół roku temu uważałam, że jestem totalnie wypalona i gdyby nie namowy Gohy  to pewnie nie poszłabym na zbiórkę. Jestem dłużniczką Gohy do końca życia :) Gdyby moje życie potoczyło się inaczej to zapewne te wakacje wyglądałyby inaczej. Ba, moje zachowanie byłoby zupełnie inne. No i nie dość, że ja się zmieniłam na lepsze to jeszcze życie Miśki i Oliwi też się zmienia. Jak to stwierdziła Misia: ''Gdybym cię nie poznała, nie wiedziałabym, że harcerze istnieją naprawdę. Myślałam, że są tylko w bajkach.''
Dobranoc :)

piątek, 5 sierpnia 2011

Hmmm

Z Agatą już od lat robimy tak, że gdy coś się wydarzy to do siebie dzwonimy.
Cóż... tym razem gdy jej zadzwoniłam, że Lepper się powiesił to stwierdziła, że bardzo śmiesznie i że mi nie wierzy i że to później sobie sprawdzi. Choć w sumie ja sama na początku nie uwierzyłam i stwierdziłam, że Onet sobie jaja robi.

Usiadłam do komputera z jasno ułożoną notką w głowie i teraz zapomniałam co chciałam napisać. Po czym gdy przeczytałam artykuł o śmierci Leppera i komentarze pod nim to mi ręce opadły. Oczywiście: To wszystko wina Tuska! A jakże by inaczej...

Udało mi się w końcu dorwać Wiedźmina. Teraz tylko jeszcze dorwę serial i będę szczęśliwa.

Wow. Dorobiłam się kolejne śmiertelnego wroga. Jakże mi przykro. Ośmielam się twierdzić, że deskorolka nie jest całym światem, plus nie boję się jej wytknąć wad w obawie, że się obrazi... Ciekawe jakie nowe plotki o mnie się pojawią. Niezły będę miała ubaw dowiadując się w kim jestem śmiertelnie zakochana oraz pikantnych szczegółów mojego życia osobistego. Oj ludzie, ludzie

Hmmm... gdy patrze w przyszłość wiem, że przez najbliższe kilka lat czeka mnie radosna perspektywa chodzenia wszędzie per apostolos, czyli pieszo, bo rower mojego brata doszedł już do tej granicy, że jazda na  rozpadającym się składaku mojego dziadka to przy nim lans i przyjemność. No ale jak to stwierdził mój brat hamulce działają ( tak czasami po przyciskaniu ich z całych sił przez jakieś 10-15 metrów zaskakują), a łańcuch spada tylko przy zmienianiu przerzutek (cóż jak ja na nim jeżdżę to spada kiedy chce, chyba mnie nie lubi), więc on go naprawiać nie będzie, bo po co. A no i jak ładnie podsumował bieg za jadącą Gosią dobrze wpłynie na moją kondycje... To moja kondycja nieźle się poprawi przez rok szkolny, może do biblioteki do, której zazwyczaj jeździłam z kumpelą też będę biegać, a ona będzie jechać... Co tam pół Tychów do przebiegnięcia. Dam radę!
No a tak na serio... Jeśli ktokolwiek wsparł by mnie pomocą przy usiłowaniu reanimowania tego grata zaskarbi sobie moją wdzięczność i jako, że muszę upiec 5 rodzajów ciast i zrobić deser to... :P


Agat w Warszawie, Goha na jakiejś wsi, a Kama gdzieś w Polsce. I weź tu człowieku spędzaj w wakacje czas z przyjaciółmi. No chyba, że wymyślonymi... Pozostaje mi zakopać się w książkach i czekać na cud, a dokładniej powrót Gosi lub strzelić sobie w łeb. Pierwsza opcja wydaje mi się jednak lepsza choć średnio pociągająca. Gdybym miała za co i z kim to wsiadłabym w pociąg i pojechała w Góry Świętokrzyskie o czym marzę od lat ale jakoś nikt się nie pali żeby ze mną jechać, jak się wnerwię pojadę sama, choć pewnie zanim dojadę choćby w ich pobliże zaczną się kłopoty ale i tak pojadę. No ale na razie to sobie mogę jęczeć i się nudzić, bo moja świnka morska wpadła w anoreksje, a mój portfel przymiera z głodu. No ale gdy się pojawi jakiś cud finansowy na horyzoncie to na pewno pojadę w Beskidy. No a potem porwę kogoś, zwiąże i wsadzę do walizki i spełnię swoje marzenie i wlezę na Święty Krzyż no i może nawet jakiś sabat czarownic zobaczę jako iż się podobno tam ongiś odbywały :)

czwartek, 4 sierpnia 2011

Plecy!

No dobra jak na razie wystarczy mi hasła ''Plecy''. W sumie to wystarczyło by mi do końca życia. No ale cóż...
dziękuje za dbanie o mój kręgosłup



http://przyjemneodchudzanie.blog.onet.pl/164-wypasacze,2,ID432502285,n
Po obejrzeniu filmu podanego w linku ta dzisiejsza czekolada z Biedronki i późniejszy lód z Maca
stanęła mi kością w gardle. Koniec. Od dzisiaj jem sałatę, bo jeszcze trochę i będę wyglądać tak jak one.
Chociaż w sumie jeśli będziemy częściej grali w koszykówkę to raczej mi to nie grozi.
Jestem padnięta. No i trochę dziwnie się czułam otoczona gołymi, męskimi klatami :P
No ale wracając do odchudzania. Mimo wszystko i tak otworzę Mistrzynie cukiernictwa, po prostu wystarczy, że jak coś upiekę to zaproszę Sławka, Leszka, Wojtka itd i nie będę musiała się martwić kaloriami. Będę musiała się martwić tym żebym w ogóle zdążyła coś zjeść. No ale należy im się. Tak często ich wykorzystuje, że pora się odwdzięczyć. Chociaż w sumie skończy się pewnie tym, że ich zaprzęgnę żeby mi pomogli to ciasto robić.


A i tak btw
będę do końca życia wielbić osobę, która mi pożyczy Wiedźmina (książkę), a dokładnie Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia. Błagam! Przede mną właśnie leży Krew elfów i się ze mnie śmieje, a ja nie chce od niej zaczynać. A jako, że standardowo mój kabelek od telefonu wyparował (czyli mój tata sobie pożyczył i udaje, że to jego, a obydwoje wiemy, że swój już dawno zgubił, no jakieś czary normalnie, za każdym razem gdy mój znika to jego się pojawia. Cud!), to na telefonie tego nie przeczytam. A na komputerze nie lubię i nie mam jak. (No choć w sumie związanie i zakneblowanie mojego brata, żeby się z nim nie bić o komputer wydaje się bardzo... interesującą opcją)

środa, 3 sierpnia 2011

Ludzie...

Nie ma to jak cudowni byli. Jak usłyszycie jakieś ciekawe plotki to się nimi podzielcie, chętnie się dowiem o sobie czegoś nowego. Nie ma to jak dowiedzieć się, że chce mnie zniszczyć... Słodko.



Ludzie mówią, że rude są fałszywe... A wiecie jak bardzo mi to wisi? Od podstawówki chciałam być ruda, po przeczytaniu Ani z Zielonego Wzgórza. Po za tym prawie każdy jest na swój sposób fałszywy. Plotkuje, obgaduje innych. Kto nigdy nie plotkował niech pierwszy rzuci kamieniem :P
Rozbawił mnie argument dziewczyny, która stwierdziła, że nigdy nikogo nie obgadywała: ''ale ona się nie liczy, ja ją będę obgadywać, bo jej nie lubię i ona też mnie obgaduje i co niby mam być lepsza?'' Na moje stwierdzenie, że tak wzruszyła ramionami i stwierdziła, że niby dlaczego (i wytnie się to, że ta osoba jest starsza ode mnie i sporo starsza od panny, której nie lubi). Cóż dlatego, że gdy zwalczasz ogień ogniem to możesz się co najwyżej poparzyć, a jeśli to jeszcze nie nastąpiło to pewnie nastąpi wkrótce.
I tak przyznaje jestem plotkarą i bardzo dobrze mi z tym. Tyle tylko, że ja nie boję się powiedzieć komuś prosto w oczy co o nim myślę. Jest to cecha bardzo nielubiana ale mi to szczerze mówiąc wisi. Jak kogoś nie lubię lub coś w czyimś zachowaniu mi nie pasuje to nie będę tego tłamsić, bo i tak wcześniej czy później to wyjdzie na jaw.
Tak jestem wredna i ruda i dobrze mi z tym!
Rozumiem, że mottem niektórych jest: ''Co ludzie powiedzą'' ale ja nie pozwolę żeby to rządziło moim życiem i mam w nosie czy ktoś mnie nie lubi, bo mu wygarnęłam.
A co do bycia gadułą... Jest osoba x. Osoba x mówi wielu osobom o czymś co poniekąd dotyczy osoby y. Całe otoczenie osoby y o tym gada ale nikt jej nie uświadamia żeby nie wyjść na gadułę. I tu wkroczyłam ja i uświadomiłam osobę y, bo nie lubię gdy wszyscy o czymś widzą oprócz zainteresowanego. Gadanie za plecami? Przepraszam to nie dla mnie.

Cudowne czasy

Wow. Słońce, 25 stopni na termometrze. Otwieram Onet, czytam artykuły. I cóż... Dowiaduje się, że dzieci nie mają czasu na zabawę, są zbyt zajęte zajęciami dodatkowymi lub grą na komputerze/telewizją, więc wyglądam przez okno na plac zabaw i... cóż Onet ma racje. Pustka. Czuje się teraz jak jakiś zakurzony mamut. Przecież jeszcze niedawno po placu biegały tabuny dzieciaków. Ba jeszcze dwa lata temu nieraz ja tam grałam w piłkę. Ba, z dresami z osiedla, teraz wiecznie pijanymi, grałyśmy w chowanego. To wcale nie było tak dawno. No ale jak się tak teraz zastanowię to już dawno nie widziałam żadnych dzieci na osiedlu. Co się stało z tym wnerwiającym, wrzeszczącym tabunem dzieciaków, doprowadzających mnie do szału? Cóż... witajcie gry komputerowe -.-
Powinnam się ubierać i szykować do wyjścia ale po przeczytaniu paru artykułów opuściła mnie chęć życia -.- Gwiżdżące berety na grobach powstańców, albo opowieść o cudownych uzdrowieniach w sanatorium gdzie ludzie po paru piwach zapominają o kulach i idą na potańcówkę... Nie no słodko. Albo wielka kłótnia pod postem bloga w którym kobieta opisała awanturę w rodzinie po tym jak nie zgodziła się na cywilnym ślubie przyjąć nazwiska męża i mąż przejął jej i przez to jej teść się do niej nie odzywa. Oczywiście niektórzy ''intęligenci'' podnieśli wrzask jak to można łamać tradycje i co to w ogóle za zwyczaje i mąż pantoflarz i jak tak można, jakie baby są głupie itp... Cóż kochani... równouprawnienie jest... A co do tego, że jak coś trzeba będzie zrobić to sobie kobieta nie poradzi... Moja jedna sąsiadka sama wytapetowała i pomalowała mieszkanie, a druga przy pomocy paru przyjaciółek wniosła kanapę na 1 piętro i zniosła szafę. A obie panie mają koło pięćdziesięciu paru lat. Jeśli baby się wezmą do kupy to są w stanie zrobić wszystko. Jak tak czytałam te komentarze to się we mnie żądza mordu obudziła. Jak ja nienawidzę szowinistów!
+
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/dziennikarka-dostala-w-twarz-na-bloniach-jasnogors,1,4811196,wiadomosc.html

cóż -.-

wtorek, 2 sierpnia 2011

Znudzenie

Czuje się fatalnie. Dzień spędzony w łóżku.
Znowu robię rundkę przez ulubione książki, czyli powrót do m.in. Meg Cabot, którą ludzie kojarzą głównie z Pamiętników Księżniczki, a która wbrew pozorom ma parę innych książek.
,,Wiem oczywiście, że kobieta potrzebuje mężczyzny
jak ryba roweru i tak dalej. Tylko że go kochałam
''
,,Nigdy nie porzucaj nadziei. Roześmiałam się z goryczą
- A czemu to ojcze Dominiku?
- Bo, wiesz to wszystko co mamy
''
czyli moja ukochana Pośredniczka, którą w gimnazjum czytałam tysiące razy. Wtedy zaczęła się moja faza na fantastykę.
Potem zapewne wezmę się za Wiedźmina i może w końcu zabiorę się za to, żeby obejrzeć serial, książka jest świetna, o serialu mówią różnie, ja czytałam gdzieś, że jest beznadziejny no ale mojemu bratu się na przykład podobał. Chociaż w sumie opinia mojego brata mnie średnio przekonuje, dlatego zabieram się za to od jakiś 2 lat.
Dzisiaj dzień jak co dzień, czyli rozwalenie drzwi z kabiny i przypalenie naleśnika. Standard.
A no i schizy Agat.
No i a propos Agat to w planach wycieczka do Wrocławia jeśli tylko dopiszę pogoda. Podobno ostatnio odrestaurowali część kamienic, więc pewnie będzie szał fotografowania. I w końcu odwiedzimy Starbucksa, może tam w końcu dorwę mokke z białą czekoladą, na co już powoli tracę nadzieje.

Jakże mi tego brakuje... Wiecznego: wyprostuj się, plecy, ewentualnie Kundziaaaa...

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Wakacje

Cóż... Stwierdziłam dzisiaj, że muszę wyrwać się z domu, bo ledwie mieściłam się w pokoju z ego mojego brata. Więc popołudnie spędziłam z Oliwią i Misią. Niektórych ludzi zastanawia jak mogę przebywać z ''podstawówkowiczami''. Jak widać mogę. Nie wiem może jestem jakaś cofnięta ale nie uważam się za jakąś straszliwie dorosłą, poza tym ciągle pamiętam jaka ja byłam w ich wieku i stwierdzam, że byłam zdecydowanie bardziej dziecinna.
A tak właśnie a propos właśnie mnie dwunastolatki; bardzo długo zastanawiałam się dzisiaj czy nie wywalić mojego cudownego zeszytu powstałego w podstawówce pełnego moich cudownych nieudanych opowiadań, scenariuszy, wierszy, które kiedyś uważałam za bardzo głębokie... To jest jeden z minusów dorastania... Obdziera ze złudzeń. Kiedyś uważałam, że mam niesamowity talent literacki i że napisanie bestselleru to dla mnie tylko kwestia czasu. Teraz wiem, że sklecenie dwóch sensownych zdań jest dla mnie zbyt trudne. Gdy się czyta książkę wydaję się to takie łatwe. Lecz tak naprawdę pisanie wcale nie jest takie łatwe. No ale mimo wszystko i tak łatwiej jest napisać opowiadanie niż porządny wiersz. Jak to dobrze ujął jeden z moich ulubionych pisarzy Terry Pratchet: ''Aby budować zamki w chmurach, trzeba mocno stać nogami na ziemi.''.
A ja zdecydowanie nie stoję mocno nogami na ziemi. Dzisiaj przez to, że się zamyśliłam urwałam rączkę z misy robota kuchennego. No ale w moim życiu wpadki to standard. Zapewne gdybym nie była tak roztrzepana moje życie było by łatwiejsze. Mówiąc kolokwialnie jestem świętą krową i tyle. Cóż. Gdybym była inna zapewne nie byłabym Kundzią.
No i przechodząc do Kundzi. Czasami czuje się jakby siedziały we mnie dwie osoby. Ta porządna i doprowadzająca do porządku to spychana w głąb jestestwa Ewelina, a cała szalona reszta to Kunegunda. Zdecydowanie rzadko czuję się Eweliną. No i zdecydowanie nie cierpię tego imienia. Jest jakieś takie...


''Nie jestem bohaterem. Nikt nigdy mnie nie pokocha.''
Dziedzictwo

niedziela, 31 lipca 2011

Powroty

Ten tydzień był zapewne najdłuższym tygodniem w moim życiu...
Troszeczke  mnie dobił... miał być las, góry, jezioro, kajaki, a był zapleśniały domek jednorodzinny, pełen PAJĄKÓW i wszechobecna nuda...
Cały tydzień przespałam, ewentualnie czytałam lub uzależniałam się (odmóżdżałam) od gier na komórce.
MASAKIERA....
Ten tydzień uważam za stracony, a wyjazd zajął pierwsze miejsce w rankingu najgorszych wyjazdów mojego życia...
Ponadto mimo chmur i beznadziejnej pogody w okolicy było pełno miejsc, które się wręcz prosiły o fotografie.
No ale cóż z aparatem 1.3 (w teorii, w praktyce to raczej 0.3 -.-) to sobie mogę robić zdjęcia...
Najbardziej dobija mnie, że mój tata ma cyfrówkę no ale pan wiem wszystko nie da nikomu jego drogocennego aparatu do rąk, bo on wie najlepiej jak się robi zdjęcia i oczywiście robi je tak że gdzieś w rogu twoja głowa wciśnięta w kadr na siłę albo na pierwszym planie jakiś zamek a ty od połowy wciśnięty z boku kadru i to w takiej odległości żeby broń boże nie było widać za dobrze rysów twarzy i tak właściwie to jesteś dodatkiem na tym zdjęciu wciśniętym na siłę, żeby było widać, że gdzieś byłeś no ale żeby czasem zmarszczek nie pokazać. A no i wszystkie zdjęcia z nim w ''szpanerskich'' czarnych okularach i z miną pt ''krzywdę mi robią''.
 arrr
naprawdę uwielbiam rodzinne wyjazdy...
Jak tak czytam tą notkę to jest tak depresyjna, marudząca i tym podobne, że mi ręce opadają, no ale tyle goryczy się we mnie przez ten tydzień nazbierało, że dziś wręcz ziałam ogniem.
No ale przez długie, nocne godziny (kanapa na której spałam była tak uroczo pozapadana i skrzypiąca...) przemyślałam sobie parę spraw. Między innymi to, że pora wziąć się do roboty z moim harcerstwem, bo przez tyle lat sobie bimbałam ze stopniami i sprawnościami, że w końcu pora to zmienić. I do tego nie dość, że ja muszę brać się za samarytankę to jeszcze muszę zmobilizować dziewczyny do działania. No ale obóz dał mi taki power, że energii mi wystarczy jeszcze na długo. Zdecydowanie wstąpienie do Leśnych było najlepszym pomysłem mojego życia i gdy patrze wstecz to szkoda mi, że zmarnowałam dwa ostatnie lata działając w ZHR tak naprawdę tylko na papierku, bo to, że widniałam na liście harcerek nie znaczy, że coś robiłam.
No a teraz pozostaje mi czekać na pogodę i wybrać się na samotną wędrówkę, tyle tylko, że jeszcze nie mam  pomysłu gdzie.




No i się rozpisałam. Zdecydowanie już dawno powinnam założyć bloga. Fotoblog dawał zdecydowanie za małe pole manewru. No ale mi go trochę szkoda. Jednak kawał czasu go prowadziłam i wlałam w niego sporo serca.
Od lat sobie powtarzam żeby założyć pamiętnik w wersji papierkowej no i nawet parę razy zakładałam, po czym po tygodniu lądował zapomniany w szufladzie.
Po za tym rozbrajają mnie ludzie, którzy proszą bym dodała nową notkę na fbl, bo nie mają co czytać.
Tak w ogóle gdy przeglądałam go ostatnio to odkryłam, że on jest niezłym odbiciem moich mani fotograficznych i pokazuje w jakim czasookresie miałam na co manię.
Najdłuższa mania to było chyba niebo, co zresztą pokazuje nagłówek, zdjęć nieba, chmurek, słoneczek itp mam tony na komputerze, starych komórkach, zakurzonej karcie pamięci ze ŚP. aparatu.
Tęsknie za moim różowym Samsungiem i jego cudownymi funkcjami, szczególnie za tą automatycznie retuszującą i poprawiającą zdjęcia, która nawet większość pryszczy usuwała. :D
No ale cóż zginął śmiercią tragiczną, no i był jednak zwykłą cyfrówką.
Kiedyś sobie kupie porządny aparat.
A na razie cóż... Pozostaje mi wyżywanie się na aparatach pożyczonych, wyżebranych, wysępionych.
Lub robienie zdjęć na komórce czego efektem jest ów nagłówek, który cudem świata nie jest ale ma dla mnie to zdjęcie dużą wartość sentymentalną ;)


Dobranoc

wtorek, 19 lipca 2011

Codzienność

Cóż... usunęłam swoje wypociny i nie wiem czy je kiedykolwiek jeszcze opublikuje.
Jako, że twierdzę, że przez obóz się zmieniłam to udowodnię to sama sobie, zawieszę photobloga co powinnam zrobić już bardzo dawno temu i zacznę prowadzić normalnego bloga.
Odczuwam, że tak to ujmę, potrzebę zapisywania swojej codzienności, a na papierze nigdy mi to nie wychodziło, no a photoblog, to jednak mimo wszystko miejsce na zdjęcia.
Zdecydowanie moja psychika jest zbyt rozstrojona dziś wieczorem żeby rozpisywać się nie wiadomo jak, poza tym czeka na mnie mięso na spaghetti więc może daruje sobie większe rozpisywanie i oddam się tylko kompletacji nad tym jaką to jestem idiotką, a uważam się za nie wiadomo kogo. Zawsze uważałam, że potrafię bardzo szybko rozpracować psychikę danej osoby choćby przez samo słuchanie jej. No ale kolejny raz zdarzyło się tak, że znalazłam bloga, który moją opinie wywala do góry nogami.
Muszę się jeszcze wiele nauczyć...