wtorek, 3 stycznia 2012

''Kto do diabła dba o to, co myślą inni?''

Jak mnie to bawi. Ta cała konspiracja u mnie w klasie.
Nie żebym się  o wszystkim dowiedziała niemal od razu.
Nie łatwiej mnie po prostu nie zaprosić na tą 18-nastkę  niż szeptać
o niej po kątach?

Odwala mi im dłużej przyjaźnie się z Wiki ^^
Nie ma to jak Rise Aganist w Esce Rock
i machanie głowami na geografii
i generalnie tańczenie do wszystkiego.

Co z tego, że jesteśmy już rocznikowo osiemnastolatkami?
To mam przestać się wygłupiać ewentualnie mogę
wariować tylko po alkoholu?
A wisi mi i powiewa Wasze zdanie.

I nie martw się G. nie pomyliłam budynków i wiem gdzie jest przedszkole
ale chyba je już skończyłam.


Mój brat twierdzi, że gram jakbym miała paraliż ręki.
Suuuuper.
Cóż. Niektórzy nie urodzili się do tego żeby grać na gitarze.

Kocham marudzić <3
I być małym, marudzącym, nieszczęśliwym, niekochanym, depresyjnym
dzieckiem emo <3
bo wiem jak bardzo to wszystkich wnerwia i dobija <3



WHY? WHY? WHYYYYY? To sobie pojeżdżę. Rowerem.

niedziela, 1 stycznia 2012

and a Happy New Year.

- Ej dlaczego wszyscy ledwo chodzą, a my stoimy prosto...
5 minut później
- Ha! Ci są gorsi. Siedzą z Coca colą!

ta. Wera i jej problemy.

Generalnie impreza sylwestrowa była udana ;)
Nie ma to jak spędzić noc grając ze znajomymi w gry planszowe ;)

Nowy rok = nowy limit błędów do popełnienia.
Już nie mogę się doczekać.

Ten rok nie będzie lepszy. Nasze życie cudownie się nie odmieni,
wbiegając na nowe tory zbudowane przez zmianę daty w kalendarzu.
Możemy tylko działać, marzyć i śnić i mieć nadzieje, że coś się zmieni.
Ale nie z powodu nowego roku. Dlatego, że to my się zmieniliśmy.



Wieczór. Mrok. Kolejny dzień skończył się nie przynosząc nic. Kolejny dzień
minął przynosząc tylko pustkę. Dni. Dni tak ponure, że nawet odbicie z lustra
patrzy z wyrzutem jak marnujesz życie. Nic nowego. Nitki czasu poplątały się,
by wkrótce zerwać się zupełnie. Bez Wczoraj i bez Jutra. Wieczność jednej
minuty. ''A nie można doznać wszystkiego w jednej minucie''. Jak żyć
gdy szara monotonia dni jednostajnie owija się wokół dusząc oddech?
Jak żyć gdy zabrakło cierpliwości, gdy zabrakło motywacji do odmalowania
życia na nowo? Gdy farby skończyły się lub zblakły? Milczenie.
Już nawet liście zakończyły swój lot złamane przymrozkami zimy, która
uparcie nie chce nadejść. Mury tak grube, że nie przebije się przez nie
najsilniejszy krzyk nie mówiąc o łzach spływających jednostajnie
po policzku gasząc ostatnie iskierki nadziei. Mury. Zamykające świat
do wielkości pudełka. Szare, wyniosłe. Zbudowane z dumy. Gdzie
upada się bez końca. Odgradzając się od jakiejkolwiek pomocy.
Łatwiej umierać powoli i w końcu umrzeć niż żyć. Łatwiej żyć bez nadziei
niż ją na siłę podtrzymywać choćby rzeczywistość i nieuchronność
przytłaczały. ''Nie mogę żyć bez mego życia. Nie mogę żyć bez mojej duszy!''.
Masochistyczna chęć przebywania w pobliżu i malowania na ścianach
twarzy o której przysięgło się zapomnieć. Masochistyczna
chęć patrzenia w oczy, które stały się osią wszechświata, a wspomnienie
miało przecież zmarnieć i zblednąć przytłoczone burzą w sercu.
Wszystko zostało ale on zniknął. Wszechświat stał się obcy
i nie ma mowy o spokoju. Mury zamiast wygłuszać potęgują
siłę burzy. Krople wody, tak życiodajne, zmieniają się w okrutną
potęgę natury niszczącą wszystko co stanie na drodze.
Mrok.

piątek, 30 grudnia 2011

'' Welcome To My Life''

Do you ever feel like breaking down?
Do you ever feel out of place?
Like somehow you just don’t belong
And no one understands you

Do you ever wanna run away?
Do you lock yourself in your room?
With the radio on turned up so loud
That no one hears you screaming

No you don’t know what it’s like
When nothing feels alright
You don’t know what it’s like to be like me

To be hurt
To feel lost
To be left out in the dark
To be kicked
When you’re down
To feel like you’ve been pushed around
To be on the edge of breaking down
And no one’s there to save you
No you don’t know what it’s like

Welcome to my life

Do you wanna be somebody else?
Are you sick of feeling so left out?
Are you desperate to find something more
Before your life is over?

Are you stuck inside a world you hate?
Are you sick of everyone around?
With the big fake smiles and stupid lies
While deep inside you’re bleeding

No you don’t know what it’s like
When nothing feels alright
You don’t know what it’s like to be like me

To be hurt
To feel lost
To be left out in the dark
To be kicked
When you’re down
To feel like you’ve been pushed around
To be on the edge of breaking down
And no one’s there to save you
No you don’t know what it’s like

Welcome to my life

No one ever lied straight to your face
And no one ever stabbed you in the back
You might think I’m happy
But I’m not gonna be ok!

Everybody always gave you what you wanted
You never had to work it was always there
You don’t know what it’s like
What it’s like!

To be hurt
To feel lost
To be left out in the dark
To be kicked
When you’re down
To feel like you’ve been pushed around
To be on the edge of breaking down
And no one’s there to save you
No you don’t know what it’s like (what it's like)

To be hurt
To feel lost
To be left out in the dark
To be kicked
When you’re down
To feel like you’ve been pushed around
To be on the edge of breaking down
And no one’s there to save you
No you don’t know what it’s like

Welcome to my life x3

To chyba tyle na dzisiaj. 5 razy pisałam tą notkę i ją kasowałam.
Wisielczy humor trwa nadal choć muszę przyznać, że dzisiaj się
nawet nieźle bawiłam. No tyle, że L. zabił mojego królika
przebijając go strzałą.

Szczęśliwego Nowego Roku.


Nie ufam sobie na tyle, by napisać cokolwiek dłuższego w tej notce.
Pojawia się ktoś w twoim życiu, robi bałagan i weź to później
sprzątaj.


''Poczułam to w owej chwili, ten uścisk w brzuchu, falujący przypływ
melancholii - nawrót zapomnianej nostalgii.''

''Ciekawe o co się modlą? Uwięzione przez los i historie w tym
mroczny kraju. O cud, parę rubinowych pantofelków? Może
o stukot obcasów, o trąbę powietrzną. która je porwie daleko,
bardzo daleko stąd - do miejsca pod palącym bursztynowym słońcem.''
Kamienie przodków
Aminatta Forna


czwartek, 29 grudnia 2011

Co nas nie zabije to nas wzmocni

Drogi N. dziękuje za komentarz.
Drogi Anonimie. Tak płacze z zazdrości, bo zrzuciła 8 kg, a ja nie
i pozdrawiam wżerając czekoladę. Jestem gruba i dobrze mi z tym,
kochanego ciała nigdy za wiele. Przynajmniej akceptuje siebie taką
jaka jestem i dzięki temu mogę po prostu żyć pełnią życia.
Po za tym ''pieprzyć miłość, pójdę na zakonnice''
habit ukryje rozmiar mojego tyłka.
Drogi Anonimie Igrzyska napisała Suzanne Collins,
a w mat- angu jestem, bo jestem Kundzią ;)
tzn. radosna Kundzia wchodzi sobie w dzień ogłoszenia wyników na stronę
i wyświetla jej się magiczny komunikat ''Twoja ilość punktów nie wystarczyła
do dostanie się do wybranych szkół'' czy coś tego rodzaju, na co radosna
Kundzia o mało nie zeszła na zawał, że nie dostała się nawet do FSM
przy czym chciała w pewnym momencie lecieć w szlafroku i z ręcznikiem
na głowie do sekretariatu do Wyspiana ale się opamiętała, ogarnęła
i w tym momencie zadzwonił magiczny telefon, że wyrzuciło mnie z systemu,
bo był jakiś błąd. No i skończyło się na tym, że dużo mniej radosna Kundzia
poszła robić haje do sekretariatu, a cudowna pani dyrektor stwierdziła,
że bardziej się nadaje do mat-ang, bo mam 5 z informatyki
(a co ma piernik do wiatraka), na co Kundzi
poszła para z uszu jako, że z matmy jest noga i dodatkowo startowała
do klasy społeczno- prawnej mając 5 z polskiego, wosu i ciężko zapracowane
4 z historii. No ale kochanej pani dyrektor brakowało ludzi do utworzenia
magicznej klasy matematycznej i mnie tam wcisła mimo wielokrotnych
próśb i awantur.


Co nas nie zabije to nas wzmocni.
Gorzej w moim życiu być już nie może,
więc co mi tam. ''Czasami jest tak źle, że człowiek siada
sobie wygodnie i zaczyna się po prostu śmiać.''
Jestem radosna, pozytywna i nie marudząca
(wow nawet mi się zdarza), bo coś po prostu
już we mnie umarło.
I to chyba byłam ja.

''Wszystko przemija (...) jak świat, którego nie było''


poniedziałek, 26 grudnia 2011

''I’ll never let you go''

Cóż. 26 grudnia. Święta, święta i po świętach.
Nareszcie.

Droga A.
Dla Ciebie pojęcie urody sprowadza się tylko do długich nóg i ciała
wychudzonego do granic możliwości. Możesz sobie uścisnąć ręce
z panną W. Obydwie jesteście zapatrzone tylko i wyłącznie w swoją
sylwetkę. Tylko wiesz na tym świat się nie kończy. Uroda to nie
niedowaga balansująca na granicy z wyniszczeniem. Uroda
to radość życia bijąca od kogoś. Nawet najbardziej urodziwa osóbka
skwaszona lub zapatrzona w siebie nie będzie piękna. Będzie
tylko malowaną lalą i tyle. Obsesyjnie licząc kalorie nie można być
szczęśliwym. Sama przechodziłam przez ten etap lecz na szczęście
z tego wyszłam. Po za tym nie oszukujmy się. Szczupłe osoby nie
odchudzają się dla siebie. Odchudzają się, bo albo chłopak, albo
wymogi świata mody aprobującego rozmiar 0, albo, żeby zwrócić
na siebie uwagę. Do jakiej kategorii Ty należysz A?
Ja wolę być gruba i szczęśliwa. Przy najmniej nie muszę sobie
odmawiać świątecznego placka czy wypadu z przyjaciółmi na kawę.
A to jaki mam rozmiar mi wisi, bo prawdziwy przyjaciele
i tak na to nie zwracają uwagi.
Szkoda mi. Szkoda mi tego małego, wnerwiającego Irytka, z którą
robiłam z siebie idiotkę przy ludziach, zażerałam się pizzą i
robiłam tysiące dziwnych rzeczy. Szkoda mi dziewczyny,
która cieszyła się życiem, nie martwiła kaloriami i nie musiała
pić żeby się dobrze bawić.




Wychodzi na to, że ''Igrzyska śmierci'' będą... ciekawe.




''Don’t you dare look out your window,
Darlin’ everything’s on fire.
The war outside our door keeps raging on,
Hold on to this lullaby.
 Even when the music’s gone, gone…''

Jeah. Jutro zostanie podpisana umowa i żegnaj Orange witaj Play. Nareszcie.
Mam serdecznie dość Orange. I zapewne wszyscy moi znajomi z innych
sieci się śmiertelnie na mnie obrażą ale co mi tam. 
Witajcie darmowe minuty i pakiet internetu. 

Zaiste zimową pogodę mamy za oknem -.-


Po prostu pozwoliłeś mi upaść. Wiatr zawiał ślady twoich kroków. Nie potrafię
cię już znaleźć. Nie pamiętam jak brzmiał twój głos. Nie pamiętam rysów twojej 
twarzy. Czy powinnam próbować sobie przypomnieć? Przecież pozwoliłeś mi
upaść. Nawet się nie odwróciłeś. Kiedyś twoje rysy były na stałe wyryte pod
moimi powiekami teraz to tylko mgliste kształty. Kochałam cię. A raczej kogoś
kim miałeś być. Kogoś kogo w tobie widziałam. Ale to było złudzenie. 
W którą stronę odszedłeś? Część mnie wciąż chce cię gonić. Nie pamiętam.
Nie pamiętam jak brzmiał twój śmiech. Czy to było naprawdę? A może
upadek nie był tak naprawdę upadkiem? Może zawsze tylko tak istniałam?
Może byłeś złudzeniem, marą senną przywianą przez duchy? 
Nie. Istniałeś. Musiałeś istnieć. Tylko dlaczego nie został po tobie żaden ślad
oprócz pustki? Kochałam. Co kochałam? Za co kochałam? Nie pamiętam.
Kim byłeś? Kim, że zburzyłeś mój mur tak starannie ustawiony, budowany
kamyczek po kamyczku, spajany zaprawą mojej zaciętości?

niedziela, 25 grudnia 2011

Reality

Wigilia spędzona z ''Wichrowym wzgórzem'' kawą i sernikiem.

Generalnie to były najbardziej beznadziejne święta ever.

Im więcej blogów przeglądam, z im większą ilością ludzi rozmawiam
tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ludzie coraz częściej
obchodzą święta tylko dlatego, że muszą, bo to tradycja.
Trzeba zasiąść z rodzinką do stołu, ładnie się uśmiechać
i udawać, że zapomniało się o tych wszystkich awanturach
o tym, że kurze są gdzieś tam nie wytarte i co powie ciocia/ babcia/ kuzynka etc
(bo oczywiście rodzina przychodzi i sprawdza wszystkie kąty czy na na pewno
jest dobrze posprzątane)
cóż... cieszę się niezmiernie, że do mnie rodzinka się nie zjeżdża i nie mam takich problemów.


''Ever fallen in love
In love with someone
 You shouldn't've fallen in love with''

''Dlatego on się nigdy nie dowie, jak bardzo go kocham. Wcale nie dlatego,
Nelly, że jest przystojny, ale dlatego, że jest bardziej mną niż ja sama.
Nasze dusze są jednakowe, niezależnie od tego, co w nich tkwi. A dusza
Lintona tak się różni od mojej, jak promień księżycowy od błyskawicy,
jak mróz od ognia.
Nie umiem tego wyrazić, ale z pewnością każdy człowiek zdaje sobie sprawę, że
istnieje jakaś część nas samych gdzieś całkowicie poza nami. Na cóż by się zdało
moje istnienie, gdyby ograniczało się tylko do tego świata?
Ilekroć cierpiałam dotąd, zawsze to były cierpienia Heathcliffa.
Widziałam je i czułam od pierwszej chwili. Przewodnią myślą
mojego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał,
to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął,
wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu
nic wspólnego. Moja miłość do Lintona jest jak
liście w lesie. Wiem dobrze, że czas ją zmieni, tak jak zima zmienia
wygląd lasu. Moja miłość do Heathcliffa jest jak wiecznotrwała ziemia
pod stopami, nie przykuwa oka swoim
pięknem, ale jest niezbędna do życia. Nelly, ja i Heathcliff to jedno.
Jest zawsze, zawsze obecny w moich myślach - nie jako radość, bo i
ja nie zawsze jestem dla siebie radością,
ale jak świadomość mojej własnej istoty. Więc nie mów mi o rozstaniu z nim.
To niemożliwe i...''

''Należysz do tych, co się narzucają, gdy są najmniej potrzebni, a gdy są potrzebni,
to ich nigdy nie ma!''

''I wiesz także, Katarzyno, że tak samo nie mógłbym zapomnieć o tobie, jak
o własnym istnieniu.''

''Kocham ciebie, choć mnie zabijasz''

''Pozostań przy mnie na zawsze - przybierz, jaką chcesz,
postać - doprowadź mnie do obłędu, tylko nie zostawiaj mnie samego
w tej otchłani, gdzie nie mogę cię znaleźć! O, Boże! To się nie da
wypowiedzieć! Nie mogę żyć bez mego życia. Nie mogę żyć bez mojej duszy!''

Wichrowe wzgórza
Emily Jane Brontë

piątek, 23 grudnia 2011

''And I'll never be the same''

Znalazłam kwejka, który wszystko wyjaśnia:
Cześć zakonny habicie <3

Wow. Ognisko rozpaliło się bez problemów, trochę ludzi się pojawiło
i nie licząc problemów technicznych ODN mogę uznać za udane. 

Pada śnieg. Wielkie, sklejone, mokre płatki. Spływa mi po twarzy niczym łzy.
Biegnę tonąc po kostki w grząskiej, mokrej, brudnej brei. Nie mogę biec
tak szybko jak bym chciała. Ale żadna szybkość nie pozwoli mi uciec
przed wspomnieniami. Z szumem wiatru uparcie gonią mnie barwy obrazów
i melodia słów. Nie potrafię uciec. Uparcie powtarzam w myślach, że już nie 
kocham. Przecież szkoda życia na nieodwzajemnioną miłość. Biegnę.
To jeszcze śnieg czy już łzy? Przecież miałam już nie płakać. Duże dziewczynki
nie płaczą. Tracę oddech lecz uparcie prę do przodu napędzana marną nadzieją,
że uda mi się uciec przed samą sobą. Nie nie potrzebuje go. Nie kocham go.
Jest dla mnie niczym. Nie kocham. Ba. Nie lubię. Nie cierpię. Nienawidzę.
Biegnę. Śnieg coraz bardziej spowalnia moje ruchy. A może to świadomość,
że kłamstwa nawet wielokrotnie powtarzane nie staną się prawdą?
A może to świadomość, że nie można uciec przed przeszłością, bo ona
już była? Nie. Dam radę. ''Dopóki sił, Będę szedł! Będę biegł!
 Nie dam się!'' Wspomnienia są tylko wspomnieniami. Nie ma po co 
czekać na cud. Będę biec tak długo aż ucieknę. Ucieknę przed tą 
częścią mnie, która ciągle się łudzi. Ucieknę i będę silna. 
Ucieknę, bo Wczoraj już było ale Jutro wciąż jest przede mną
i to ja mogę zdecydować jakie będzie.





''Hey there now
Where'd you go
You left me here so unexpected
You changed my life
I hope you know
cause now I'm lost
So unprotected

In a blink of an eye
I never got to say goodbye

Like a shooting star
Flyin' across the room
So fast so far
You were gone too soon
You're part of me
And I'll never be
The same here without you
You were gone too soon

You were always there
Like shining light
on my darkest days
you were there to guide me

Oh I miss you now
I wish you could see
Just how much your memory
Will always mean to me

In a blink of an eye
 I never got to say goodbye''

''I'm falling to pieces''

''- Cóż, Lizzy - odezwał się pewnego dnia. - Twoja siostra przeżywa nieszczęśliwą
miłość. Winszuję jej: dziewczęta lubią mieć od czasu do czasu zawód miłosny -
lubią to prawie tak samo jak wychodzić za mąż. To jest coś, o czym można
rozmyślać i co je w pewien sposób wyróżnia spośród towarzyszek.''
Duma i uprzedzenie
Jane Austen

Jeah. Święta. Magiczny czas...
Z psudo białą breją za oknem. 
Z bieganiną po sklepach. Gorączkowym sprzątaniem i gotowaniem. 
Wśród tysiąca ciast, potraw i prezentów ludzie coraz bardziej gubią to co w tych
świętach jest najważniejsze. To jest smutne. Z głośników w sklepach leci ''Last Christmas''
Ozdoby świąteczne już się opatrzyły leżąc w sklepach od października no ale trzeba
je w domu powiesić. To przecież tradycja. 
Co roku te same tradycyjne potrawy i tradycyjne filmy w telewizji.
Rok w rok. Niczym nagrany film i ciągłe Replay. 
Polskich kolęd w radiu nie uświadczysz chyba, że słuchasz radia w kółko,
raz na jakiś czas się przypomni stacjom, że to przecież Polska.
Zresztą gdzie miejsce na kolędy gdy playlista zapełniona pseudo świątecznymi
utworami o miłości? Przecież Bieber nagrał własną wersje
''All I want for Christmas is You'', więc trzeba pokatować tym ludzi 5 razy dziennie.
Choinka = prezenty. Co więcej mnie obchodzi? A czemu akurat choinka,
o co w ogóle chodzi w tej tradycji?  A co mnie to obchodzi?
Święta. Cieszmy się. Narodził się Pan.

Dzisiaj Ognisko Dobrej Nadziei. Mam nadzieje, że wszystko się uda.
Zapraszam :)
Może tam znajdę atmosferę świąt. 

ŚWIATŁO Z BETLEJEM

                                Światło z Betlejem nową światu da nadzieję!
                               
                                Pokoju płomyk niech ogrzewa nas!


Jak miła ta nowina,
Maryja porodziła Syna!
W stajence tak ubogiej...
Syna, co jest naszym Bogiem! 

Na Łysej Polanie
Dzisiaj cud się stanie -
Przeczysta Dziecina
Dzieło swe zaczyna:

Słowo ciałem się stało!
I z nami zamieszkało.
Dziwiliśmy się sami,
Że w namiocie z harcerzami...

Bratnie słowo sobie dajem,
Że pomagać będziem wzajem
Druh druhowi, druhnie druh
Hasło znaj: Czuj duch!

Chwała na wysokości Bogu
A na ziemi pokój ludziom dobrej woli!


Tak po prostu przestałam palić, tak po prostu przestałam zamykać się w moim
małym, prywatnym świecie.
Tak po prostu nie ma na to czasu. Tak po prostu szkoda na to życia. 



''What's on you're mind 
And tell me what do you see
And tell me who you think of
 When you just can't fall asleep''




wtorek, 20 grudnia 2011

Bla and bla and bla

Kompletny brak weny, więc parę starych zdjęć




''Hit the brakes, hit the glass,
time to shake the hands of fate.
The mistakes of the past
flashed before his face.

There is a man, intensive care,
when he awakes, he will declare
"I've been dead for 20 years!
I won't let 20 more go by..."
Boy who always did what he was told,
 Bought the only dream that he was sold.''


Ludzi ocenia się po pozorach. I nie ma co zaprzeczać. Jedno spojrzenia i ocena
z góry - głupia blondynka, plastik, dres itd itd.
Po czym okazuje się, że guzik prawda i że nie każda blondynka
w modnych ciuchach i z idealnym makijażem jest głupia. 


Chwila, której tak się obawiałam przez ostatnie dwa lata przyszła, była
i sobie poszła, a w sumie nic się nie zmieniło. 
Nie jestem ani spokojniejsza, ani bardziej przerażona.
Dalej tak samo boję się, że pewnego pięknego dnia
stanie sobie w moich drzwiach i zażąda drobnych na wino,
a wtedy ja zginę i będę miała szlaban do końca życia
za to z kim ja się zadaje, a raczej zadawałam. 
I tak w sumie... Mieliby racje.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

''Bawić sie beztrosko żyć''

Chcę do śmierci dzieckiem być,
Bawić się beztrosko żyć,
Ufać ludziom, w dobro wierzyć,
Wolnym być czasu nie mierzyć

Każdej nocy błogo śnić,
Nie chcę dorastać !
Śmiać się, płakać, sobą być
Nie chcę dorastać !
Z naiwnością świat odkrywać
Nie chcę dorastać !
Szczerym być, uczuć nie skrywać

Ja nie chcę
Ja nie chcę
Ja nie chcę
Dorastać !

Brrrr. Zimno na dworze. A śniegu jak nie było tak ni ma. 

Czasami się zastanawiam po co w ogóle wracam. Czasami mam ochotę spakować
plecak, zarzucić go na plecy, powiedzieć im co o nich myślę trzasnąć drzwiami
i sobie pójść. 
I w końcu będę miała błogosławiony, święty spokój.
No a potem umrę z głodu, bo nie będę miała za co żyć. 
Jeah. 


Jakoś tak z standardowej rozmowy o niczym nagle nam zeszło na rozmowę o studiach 
i generalnie się załamałam.
Czemu mam samych ambitnych przyjaciół? Wszyscy odjadą w siną dal,
a ja zostanę sama jak palec, bo raczej studiować będę po prostu w Kato.
Po co Wam w życiu ambicje? No po co!
Pfff!
Masakra. Kiedy to minęło? Przecież jeszcze nie dawno szłam dopiero do
pierwszej klasy, a tu już prawie minął pierwszy semestr drugiej
i kochane matury się nie ubłaganie zbliżają.
No ale zapewne nie zdam matury z matmy, zostanę sprzątaczką albo
będę sprzedawać skarpetki na targu.

Proszę bardzo. Taka jestem zła? Jak ja Wam pokaże jak się zachowuje zbuntowana
nastolatka to Wam w pięty pójdzie. Proszę bardzo, zawsze do usług.


Ależ ja nie mam uczuć, prawda? Obietnice? Pył na wietrze lekko rzucony w dal odleciał.
Łzy? Ramienia Twojego nie moczą, więc co Ci tam. Krzyk? Ty go nie słyszysz,
więc mogę krzyczeć do utraty tchu. Nieważna. Nieistotna. Cokolwiek warta? 
Nie. Przecież już nie potrzebna, nieprzydatna. Zniszczona od zgryzot.
Cień, skorupa. Na co to? Po co? Odstawić, pokryć kurzem, niech wyrośnie 
pajęczyna. Zapomnieć przecież najprościej. Przecież co z oczu to z serca.