Miała być cisza lasu, ciepło ogniska i słodka samotność
I guzik z tego wyszło.
Od tygodnia mówiłam, że chce jechać!
Najpierw była mowa, że nie góry tylko Katowice.
No dobra spoko przeżyje.
A wyszło na to, że weekend spędzę w domu, bo wszyscy wyjechali.
Jestem totalnie wściekła.
Jest piękna pogoda jak na razie ale jak długo może trwać?
Kiedy ja pojadę na tą wędrówkę?
No i ja chce zamknąć tą próbę kiedyś!
Cóż. Niestety to nie jest zależne ode mnie.
Dzięki za szczerość wiesz? Nie wiem co chciałeś osiągnąć ale osiągnąłeś
jedynie to, że moja samoocena znowu pojechała w dół.
Naprawdę dziękuje za jej zburzenie, właśnie ją ledwo odbudowałam.
sobota, 1 października 2011
czwartek, 29 września 2011
Pójde boso
Jakoś tak przez post Agaty mi się przypomniał feralny wyjazd na ryby...
Masakra. Nigdy więcej nie jadę z rodziną Agaty nad Wisłe. Nigdy :P
Choć tekst kolesia, który ze mną rozmawiał no może 3 raz w życiu pt. ''będę
Cię chronił'' był po prostu cudowny.
Tak rzeczywiście jestem osobą, która potrzebuje ochrony przed złym światem
i złymi facetami...
Dzisiaj uczyłam się szyć na maszynie co wyglądało tak, że ja naciskałam pedał z maszyny
a Wiktoria robiła wszystko inne. No ale teoretycznie teraz wiem jak się obsługuje maszyne.
Mam nadzieje, że nigdy nie będę musiała użyć swojej wiedzy w praktyce.
Zapowiada się cudowny weekend. Zamiast gór będzie katowicki las
i cudowna perspektywa ciupania drewna przez całą sobotę i niedziele.
Biorąc pod uwagę jak szło mi rąbanie drewna na obozie to po prostu
cóż... będzie ciekawie.
A no i będę musiała zbudować szałas, który się nie rozpadnie przez tydzień.
Dam radę. Chyba.
A no i jeszcze zaraz obok miejsca gdzie mam się rozbić jest ostoja zwierząt
więc mam nadzieje, że żaden dzik mnie nie zje.
Nie chce być głęboka. Nie chce się przejmować życiem i brać go na poważnie.
Nie chce myśleć ''wychowawczo''. Chce być beztroską nastolatką. Szaloną, nieodpowiedzialną
Kundzią. Chciałabym mieć proste nastoletnie problemy.
Tak by było łatwiej prościej.
No i mogłoby tak być. Wystarczyłoby odejść z Leśnych.
Ale patrząc na wszystko to co im zawdzięczam to nie potrafiłabym odejść.
Zamiast marznąć w sobotę w lesie mogłabym siedzieć przed komputerem.
Większość moich rówieśników tak robi.
Idzie na dyskotekę, na piwo, do kina czy po prostu serfuje po necie.
Ja wolę spakować plecak, wziąć ze sobą dobry humor i iść w las. Wędrować.
Siedzieć zasłuchana w cisze lasu, zapatrzona w płomień ogniska.
Odkrywać nowe szlaki. Pokonywać własne słabości.
By jakoś przeżyć to życie. Nie dać się beztrosko nieść fali.
Ja chcę od życia więcej. Chce mieć co na starość wspominać.
Błądzić pośród lasów
Zagubiony wśród kamiennych pejzaży,
przytłoczony hałasem, pośpiechem,
zagubiony w labiryncie zdarzeń,
pragnę ciszy, ciszy pragnę.
ref. Błądzić pośród lasów,
kąpać się w zieleni,
zgubić ziarnka czasu
w harcerskiej przestrzeni
Pochylony nad życia wykresem,
przygnieciony wspomnień tomami,
gdy już życia nadchodzi jesień
pragnę ciszy, ciszy pragnę.
ref. Błądzić pośród lasów...
Masakra. Nigdy więcej nie jadę z rodziną Agaty nad Wisłe. Nigdy :P
Choć tekst kolesia, który ze mną rozmawiał no może 3 raz w życiu pt. ''będę
Cię chronił'' był po prostu cudowny.
Tak rzeczywiście jestem osobą, która potrzebuje ochrony przed złym światem
i złymi facetami...
Dzisiaj uczyłam się szyć na maszynie co wyglądało tak, że ja naciskałam pedał z maszyny
a Wiktoria robiła wszystko inne. No ale teoretycznie teraz wiem jak się obsługuje maszyne.
Mam nadzieje, że nigdy nie będę musiała użyć swojej wiedzy w praktyce.
Zapowiada się cudowny weekend. Zamiast gór będzie katowicki las
i cudowna perspektywa ciupania drewna przez całą sobotę i niedziele.
Biorąc pod uwagę jak szło mi rąbanie drewna na obozie to po prostu
cóż... będzie ciekawie.
A no i będę musiała zbudować szałas, który się nie rozpadnie przez tydzień.
Dam radę. Chyba.
A no i jeszcze zaraz obok miejsca gdzie mam się rozbić jest ostoja zwierząt
więc mam nadzieje, że żaden dzik mnie nie zje.
Nie chce być głęboka. Nie chce się przejmować życiem i brać go na poważnie.
Nie chce myśleć ''wychowawczo''. Chce być beztroską nastolatką. Szaloną, nieodpowiedzialną
Kundzią. Chciałabym mieć proste nastoletnie problemy.
Tak by było łatwiej prościej.
No i mogłoby tak być. Wystarczyłoby odejść z Leśnych.
Ale patrząc na wszystko to co im zawdzięczam to nie potrafiłabym odejść.
Zamiast marznąć w sobotę w lesie mogłabym siedzieć przed komputerem.
Większość moich rówieśników tak robi.
Idzie na dyskotekę, na piwo, do kina czy po prostu serfuje po necie.
Ja wolę spakować plecak, wziąć ze sobą dobry humor i iść w las. Wędrować.
Siedzieć zasłuchana w cisze lasu, zapatrzona w płomień ogniska.
Odkrywać nowe szlaki. Pokonywać własne słabości.
By jakoś przeżyć to życie. Nie dać się beztrosko nieść fali.
Ja chcę od życia więcej. Chce mieć co na starość wspominać.
Błądzić pośród lasów
Zagubiony wśród kamiennych pejzaży,
przytłoczony hałasem, pośpiechem,
zagubiony w labiryncie zdarzeń,
pragnę ciszy, ciszy pragnę.
ref. Błądzić pośród lasów,
kąpać się w zieleni,
zgubić ziarnka czasu
w harcerskiej przestrzeni
Pochylony nad życia wykresem,
przygnieciony wspomnień tomami,
gdy już życia nadchodzi jesień
pragnę ciszy, ciszy pragnę.
ref. Błądzić pośród lasów...
Prawdziwa przyjaźń- kolejna odsłona
Dzisiaj dowiedziałam się, że najeżdżam na ludzi, żeby rozbijać im związki
i niszczyć im świat.
Oraz jestem samolubną istotą, żywiącą się ludzkim nieszczęściem.
No i zostałam wywalona z pewnego życia.
Znaczy w sumie, życzę powodzenia w tym wywalaniu jako, że chodzimy
do jednej klasy i jesteśmy w jednej drużynie i choćby stanęła na głowie
i tańczyła salsę to i tak nie zrobi nic z tym, że będzie mnie codziennie widywać.
No i rozumiem, że dzwoniłam do niej żeby się spytać czy wszystko w porządku
tylko po to żeby usłyszeć jej zdołowany głos i się jeszcze bardziej nasycić jej nieszczęściem?
Zawsze wiedziałam, że jestem wredna no ale że aż tak?
sama siebie przerażam... -.-
Generalnie po dwóch godzinach dołowania się, fazy dziecko emo
i wielkich wyrzutów sumienia pt ''a może to jednak moja wina''
stwierdziłam, że ona sama wykopała pod sobą dół i sama do niego się wrzuciła.
Ja nie mam z tym nic wspólnego.
No i szkoda mi, że mój miesięczny wysiłek nad próbą wybaczenia jej i zrozumienia
jej motywów poszedł na marne.
Od początku września pracowałam sama nad sobą by gryźć się w język,
nie wygarniać jej wszystkiego, wybaczyć jej i zapomnieć.
No i odbudować nawet jeśli nie przyjaźń to chociaż koleżeństwo.
Na a teraz wszystko szlag trafił.
Przykro mi. Nie chciałam, nie przypuszczałam nawet, że wszystko tak się potoczy.
Ostatni miesiąc przypomina jakąś żałosną farsę.
Co za szczęśliwa byłam przed i na obozie (no nie licząc kłótni z nią, bo oczywiście kto
inny wbijał by szpilki w moje tęczowe baloniki naiwności), za szczęśliwa byłam
mając grupę przyjaciół dla których zrobiłabym wszystko? Za szczęśliwa byłam
mając stadko przyjaciółek na których naprawdę polegałam?
Teraz za to wszystko mam płacić, bo nie oczywiście ja nie mogę być szczęśliwa.
Nie wiem czemu los się na mnie uwziął no ale zdecydowanie trzeba pogratulować mu złośliwości.
i niszczyć im świat.
Oraz jestem samolubną istotą, żywiącą się ludzkim nieszczęściem.
No i zostałam wywalona z pewnego życia.
Znaczy w sumie, życzę powodzenia w tym wywalaniu jako, że chodzimy
do jednej klasy i jesteśmy w jednej drużynie i choćby stanęła na głowie
i tańczyła salsę to i tak nie zrobi nic z tym, że będzie mnie codziennie widywać.
No i rozumiem, że dzwoniłam do niej żeby się spytać czy wszystko w porządku
tylko po to żeby usłyszeć jej zdołowany głos i się jeszcze bardziej nasycić jej nieszczęściem?
Zawsze wiedziałam, że jestem wredna no ale że aż tak?
sama siebie przerażam... -.-
Generalnie po dwóch godzinach dołowania się, fazy dziecko emo
i wielkich wyrzutów sumienia pt ''a może to jednak moja wina''
stwierdziłam, że ona sama wykopała pod sobą dół i sama do niego się wrzuciła.
Ja nie mam z tym nic wspólnego.
No i szkoda mi, że mój miesięczny wysiłek nad próbą wybaczenia jej i zrozumienia
jej motywów poszedł na marne.
Od początku września pracowałam sama nad sobą by gryźć się w język,
nie wygarniać jej wszystkiego, wybaczyć jej i zapomnieć.
No i odbudować nawet jeśli nie przyjaźń to chociaż koleżeństwo.
Na a teraz wszystko szlag trafił.
Przykro mi. Nie chciałam, nie przypuszczałam nawet, że wszystko tak się potoczy.
Ostatni miesiąc przypomina jakąś żałosną farsę.
Co za szczęśliwa byłam przed i na obozie (no nie licząc kłótni z nią, bo oczywiście kto
inny wbijał by szpilki w moje tęczowe baloniki naiwności), za szczęśliwa byłam
mając grupę przyjaciół dla których zrobiłabym wszystko? Za szczęśliwa byłam
mając stadko przyjaciółek na których naprawdę polegałam?
Teraz za to wszystko mam płacić, bo nie oczywiście ja nie mogę być szczęśliwa.
Nie wiem czemu los się na mnie uwziął no ale zdecydowanie trzeba pogratulować mu złośliwości.
wtorek, 27 września 2011
Praca, praca i jeszcze raz praca
Koniec nic nie robienia. Postawiłam przed sobą wyzwanie. W ciągu miesiąca ewentualnie dwóch zamknę Samarytankę. No w końcu ile lat można nic nie robić? Biorę się szybciuchno do roboty.
W weekend wędrówka w czasie, której zaliczę sobie parę punktów, muszę też pojęczeć o jakimś biwaku
no i przede wszystkim WZIĄĆ się za sprawności.
Zaparłam się i zrealizuje. Jak się uprę to jestem w stanie zrobić wszystko.
Przez ostatnie miesiące nie robiłam prawie nic. Jestem leniem i tyle. A stopień sobie leży i kwitnie. I korzonki zapuszcza. Jak mogę wymagać czegokolwiek od moich dziewczyn skoro sama nie mam żadnego stopnia?
Nie wiem w sumie co mnie tak dzisiaj wzięło.
Może mam dość wypominania mi, że nad sobą nie pracuje. Gdy zdobędę stopień samarytanki i stopień wędrowniczy nikt mi nie będzie mógł zarzucić, że nic nie robię.
No a może dzięki temu udowodnię sobie, że jestem coś warta i że wcale nie jestem taka głupia i beznadziejna
jak uważają niektóre ''inteligenty'' z mojej klasy.
Make it stop.
Let this end,
All these years pushed to the ledge.
But proud i stand of who i am
I plan to go on living.
W weekend wędrówka w czasie, której zaliczę sobie parę punktów, muszę też pojęczeć o jakimś biwaku
no i przede wszystkim WZIĄĆ się za sprawności.
Zaparłam się i zrealizuje. Jak się uprę to jestem w stanie zrobić wszystko.
Przez ostatnie miesiące nie robiłam prawie nic. Jestem leniem i tyle. A stopień sobie leży i kwitnie. I korzonki zapuszcza. Jak mogę wymagać czegokolwiek od moich dziewczyn skoro sama nie mam żadnego stopnia?
Nie wiem w sumie co mnie tak dzisiaj wzięło.
Może mam dość wypominania mi, że nad sobą nie pracuje. Gdy zdobędę stopień samarytanki i stopień wędrowniczy nikt mi nie będzie mógł zarzucić, że nic nie robię.
No a może dzięki temu udowodnię sobie, że jestem coś warta i że wcale nie jestem taka głupia i beznadziejna
jak uważają niektóre ''inteligenty'' z mojej klasy.
Make it stop.
Let this end,
All these years pushed to the ledge.
But proud i stand of who i am
I plan to go on living.
poniedziałek, 26 września 2011
Po i pierwsza pomoc ciąg dalszy
Nie wiem jakim cudem ale Weronika też ma obecnie na PO pierwszą pomoc.
No i w każdym razie podsumowałyśmy swoją wiedze.
1. w apteczce powinieneś mieć dwa rodzaje rękawiczek, bo ktoś może mieć uczulenie na lateks
2. możesz używać tylko półokrągłych nożyczek, bo przy rozcinaniu komuś ubrania możesz
go skaleczyć, więc nie wolno ci używać zwykłych chirurgicznych pod żadnym pozorem
3. rehabilitacja też jest etapem pierwszej pomocy
4. podnoszenie nóg do góry przy omdleniach itp. jest wręcz zakazane
5. odchylasz głowę do tyłu? odchylaj bardzo, bo może mu ten język jednak opaść
6. nieprzytomny cię i tak nie słyszy więc się nie produkuj
7. po ataku padaczki poszkodowanego najlepiej nie ruszać
8. w apteczce to tylko i wyłącznie gazy i bandaże, bo przecież wszelakie środki odkażające
mogą się nagrzać na słońcu i zmienić właściwości, po za tym odkażanie ran to przecież
nie jest pierwsza pomoc, bo to życiu nie zagraża
9. gdy ktoś zemdleje to powinno się sprawdzić jego ręce czy nie jest narkomanem czy coś
Cóż. na pewno będę się pytała kogoś poszkodowanego, krwawiącego i w ogóle nie wiem
z kością wystającą z nogi ''Przepraszam, a ma może pan/pani uczulenie na lateks?''.
No sorry! Tak stworze w apteczce kolekcje rękawiczek, każde innego rodzaju.
Przepraszam bardzo, a jak nie mam półokrągłych nożyczek to mam sobie darować
ewentualne rozcinanie ubrania, bo mogę skaleczyć nożyczkami?
Arrrr!
Może pani sobie powinna przeczytać czym jest powodowana utrata przytomności
i dlaczego się te nogi podnosi... Hmmm... Nawet jeśli to nie podziała to na pewno
nikogo nie zabije!
A i tak rzeczywiście będę komuś tą głowę odchylała tak żeby sobie na niej stał co najmniej.
No i po ataku padaczki gdy ktoś mi nie odzyska przytomności to tak w sumie nie powinnam
go ruszać, bo przecież może sobie tylko śpi. Tak w sumie co mnie obchodzi czy zemdlał
czy co, a co jeśli bym go obudziła...?
Skoro rozwalone kolano nie zagraża życiu to w sumie złamana ręka też nie.
Po co mi choćby głupia woda utleniona czy Leko w apteczce. Bandaże i gazy przede wszystkim!
A bandaże muszę sobie wiązać, bo agrafką to mogę przecież skaleczyć, a spinacz do bandaży
też może być niebezpieczny...
A po kija mam sprawdzać te ręce? Owszem mogę sprawdzić czy nie ma np. bransoletki
Jestem cukrzykiem czy coś no ale sprawdzanie do łokcia, bo może być narkomanem...? Argh.
A skąd mam wiedzieć czy jest narkomanem, honorowym dawcą krwi albo przed chwilą mu krew
pobierano albo coś jeszcze innego? Co ja duch święty jestem i od razu to wiem?
A nawet jeśli to narkoman to co mam nie ratować?
A no i na lekcji następnej po mojej babka świeciła wiedzą o cukrzykach.
Założę się że gdyby nie Gosia to by jej przez myśl nie przeszło mówienie o cukrzykach,
bo jakoś tak dopiero po lekcji z moją klasą się jej przypomniało.
A no i bardzo mi się podobało jak kazała Gośce pokazać jak się jej mierzy cukier.
Kij z tym, że i tak większość z nas wie jak, a po za tym gdy Gośce odbije i zacznie ''chodzić
po suficie'' to i tak żadna z nas nie będzie w stanie jej uspokoić na tyle by jej ten cukier zmierzyć.
A nawet gdy zemdleje i jej ten cukier zmierzymy to co nam to da? I tak ona glukagenu
ze sobą nie nosi, więc i tak nic nie zrobimy. A ratownicy i tak jej jeszcze raz ten cukier zmierzą.
No i w każdym razie podsumowałyśmy swoją wiedze.
1. w apteczce powinieneś mieć dwa rodzaje rękawiczek, bo ktoś może mieć uczulenie na lateks
2. możesz używać tylko półokrągłych nożyczek, bo przy rozcinaniu komuś ubrania możesz
go skaleczyć, więc nie wolno ci używać zwykłych chirurgicznych pod żadnym pozorem
3. rehabilitacja też jest etapem pierwszej pomocy
4. podnoszenie nóg do góry przy omdleniach itp. jest wręcz zakazane
5. odchylasz głowę do tyłu? odchylaj bardzo, bo może mu ten język jednak opaść
6. nieprzytomny cię i tak nie słyszy więc się nie produkuj
7. po ataku padaczki poszkodowanego najlepiej nie ruszać
8. w apteczce to tylko i wyłącznie gazy i bandaże, bo przecież wszelakie środki odkażające
mogą się nagrzać na słońcu i zmienić właściwości, po za tym odkażanie ran to przecież
nie jest pierwsza pomoc, bo to życiu nie zagraża
9. gdy ktoś zemdleje to powinno się sprawdzić jego ręce czy nie jest narkomanem czy coś
Cóż. na pewno będę się pytała kogoś poszkodowanego, krwawiącego i w ogóle nie wiem
z kością wystającą z nogi ''Przepraszam, a ma może pan/pani uczulenie na lateks?''.
No sorry! Tak stworze w apteczce kolekcje rękawiczek, każde innego rodzaju.
Przepraszam bardzo, a jak nie mam półokrągłych nożyczek to mam sobie darować
ewentualne rozcinanie ubrania, bo mogę skaleczyć nożyczkami?
Arrrr!
Może pani sobie powinna przeczytać czym jest powodowana utrata przytomności
i dlaczego się te nogi podnosi... Hmmm... Nawet jeśli to nie podziała to na pewno
nikogo nie zabije!
A i tak rzeczywiście będę komuś tą głowę odchylała tak żeby sobie na niej stał co najmniej.
No i po ataku padaczki gdy ktoś mi nie odzyska przytomności to tak w sumie nie powinnam
go ruszać, bo przecież może sobie tylko śpi. Tak w sumie co mnie obchodzi czy zemdlał
czy co, a co jeśli bym go obudziła...?
Skoro rozwalone kolano nie zagraża życiu to w sumie złamana ręka też nie.
Po co mi choćby głupia woda utleniona czy Leko w apteczce. Bandaże i gazy przede wszystkim!
A bandaże muszę sobie wiązać, bo agrafką to mogę przecież skaleczyć, a spinacz do bandaży
też może być niebezpieczny...
A po kija mam sprawdzać te ręce? Owszem mogę sprawdzić czy nie ma np. bransoletki
Jestem cukrzykiem czy coś no ale sprawdzanie do łokcia, bo może być narkomanem...? Argh.
A skąd mam wiedzieć czy jest narkomanem, honorowym dawcą krwi albo przed chwilą mu krew
pobierano albo coś jeszcze innego? Co ja duch święty jestem i od razu to wiem?
A nawet jeśli to narkoman to co mam nie ratować?
A no i na lekcji następnej po mojej babka świeciła wiedzą o cukrzykach.
Założę się że gdyby nie Gosia to by jej przez myśl nie przeszło mówienie o cukrzykach,
bo jakoś tak dopiero po lekcji z moją klasą się jej przypomniało.
A no i bardzo mi się podobało jak kazała Gośce pokazać jak się jej mierzy cukier.
Kij z tym, że i tak większość z nas wie jak, a po za tym gdy Gośce odbije i zacznie ''chodzić
po suficie'' to i tak żadna z nas nie będzie w stanie jej uspokoić na tyle by jej ten cukier zmierzyć.
A nawet gdy zemdleje i jej ten cukier zmierzymy to co nam to da? I tak ona glukagenu
ze sobą nie nosi, więc i tak nic nie zrobimy. A ratownicy i tak jej jeszcze raz ten cukier zmierzą.
PO i pierwsza pomoc, czyli czego ciekawego się można dowiedzieć
Im więcej lekcji PO tym bardziej opadają mi ręce.
Dobrze, ze nie było mnie na na lekcji na której babka stwierdziła, ze hospitalizacja
też jest częścią pierwszej pomocy.
Mnie zawsze uczono, że pierwsza pomoc trwa do przyjazdu karetki no ale może się mylę.
No ale w każdym razie dzisiaj dowiedziałam się, że
osoby po ataku padaczki, która zemdleje lub ewentualnie zaśnie lub coś nie wolno wybudzać
I gdy ktoś zemdleje, straci przytomność to trzeba go położyć w pozycji bocznej ustalonej.
Nie wiem mnie uczono, żeby dawać nogi do góry, a ewentualnie gdy utrata
świadomości przekroczy tą magiczną barierę 3 minut to wtedy się będę bawić w
boczną ustaloną no ale cóż ja się nie znam.
Ciekawe czego się jeszcze dowiem.
A no i dowiedziałam się, że po co mówić do poszkodowanego gdy jest nie przytomny
skoro i tak on mnie nie słyszy...
#$@$@$%@%$!
BŁAGAM!
Śpiewanie mimo braku gitary na zbiórce poszło całkiem nieźle.
No i generalnie nie było źle.
No i orbitki to jednak mimo wszystko najlepsza kara, która zawsze działa.
Dobrze, ze nie było mnie na na lekcji na której babka stwierdziła, ze hospitalizacja
też jest częścią pierwszej pomocy.
Mnie zawsze uczono, że pierwsza pomoc trwa do przyjazdu karetki no ale może się mylę.
No ale w każdym razie dzisiaj dowiedziałam się, że
osoby po ataku padaczki, która zemdleje lub ewentualnie zaśnie lub coś nie wolno wybudzać
I gdy ktoś zemdleje, straci przytomność to trzeba go położyć w pozycji bocznej ustalonej.
Nie wiem mnie uczono, żeby dawać nogi do góry, a ewentualnie gdy utrata
świadomości przekroczy tą magiczną barierę 3 minut to wtedy się będę bawić w
boczną ustaloną no ale cóż ja się nie znam.
Ciekawe czego się jeszcze dowiem.
A no i dowiedziałam się, że po co mówić do poszkodowanego gdy jest nie przytomny
skoro i tak on mnie nie słyszy...
#$@$@$%@%$!
BŁAGAM!
Śpiewanie mimo braku gitary na zbiórce poszło całkiem nieźle.
No i generalnie nie było źle.
No i orbitki to jednak mimo wszystko najlepsza kara, która zawsze działa.
niedziela, 25 września 2011
Generalnie masakra
Jakoś mnie tak męczyło wczoraj, że tak totalnie olewam sprawę zastępu,
więc zwlokłam się w nocy z łóżka
i wzięłam się za plan pracy.
No i generalnie stwierdziłam, że masakra.
Nie mam zielonego pojęcia co ja chcę robić z moim zastępem.
Mam na razie ogólny plan na zbiórki do końca tego roku
a potem cóż, czarna dziura, zero pomysłu.
I już teraz we wrześniu wiem, że będę w stanie prowadzić ten zastęp przez rok
potem nie dam rady.
Nie dość, że nie będę miała na ten zastęp żadnego pomysłu to do tego jeszcze matura.
MASAKRA! Arrr!
W co ja sama się wplątuje?
Jakoś tak po dwóch latach nie działania
i po pół roku w sumie bycia wolnym elektronem
będącym zastępową bardziej w teorii niż w praktyce
nie potrafię sobie teraz wyobrazić co tygodniowych zbiórek.
No ale mam nadzieje, że dam radę.
Oby.
Generalnie ten tydzień to będzie totalna masakra.
Dzień w dzień sprawdzian lub kartkówka.
W poniedziałek zbiórka zastępu.
W piątek lub sobotę zbiórka wędrowników
w sobotę zbiórka zastępu zastępowych.
Ja już wędrówkę.
Tylko ja, plecak i góry.
Pocztówka z Beskidu
Po Beskidzie błądzi jesień
Wypłakuje deszczu łzy
Na zgarbionych plecach niesie
Worek siwej mgły
Pastelowe cienie kładzie
Zdobiąc rozczochrany las
Nocą rwie w brzemiennym sadzie
Grona słodkich gwiazd złotych gwiazd
Ref.: Jesienią góry są najszczersze
Żurawim kluczem otwierają drzwi
Jesienią smutne piszę wiersze
Smutne piosenki śpiewam ci
Po Beskidzie błądzą ludzie
Kare konie w chmurach rżą
Święci pańscy zamiast w niebie
Po kapliczkach śpią
Kowal w kuźni klepie biedę
Czarci wydeptując trakt
W pustej cerkwi co niedzielę
Rzewnie śpiewa wiatr pobożny wiatr
więc zwlokłam się w nocy z łóżka
i wzięłam się za plan pracy.
No i generalnie stwierdziłam, że masakra.
Nie mam zielonego pojęcia co ja chcę robić z moim zastępem.
Mam na razie ogólny plan na zbiórki do końca tego roku
a potem cóż, czarna dziura, zero pomysłu.
I już teraz we wrześniu wiem, że będę w stanie prowadzić ten zastęp przez rok
potem nie dam rady.
Nie dość, że nie będę miała na ten zastęp żadnego pomysłu to do tego jeszcze matura.
MASAKRA! Arrr!
W co ja sama się wplątuje?
Jakoś tak po dwóch latach nie działania
i po pół roku w sumie bycia wolnym elektronem
będącym zastępową bardziej w teorii niż w praktyce
nie potrafię sobie teraz wyobrazić co tygodniowych zbiórek.
No ale mam nadzieje, że dam radę.
Oby.
Generalnie ten tydzień to będzie totalna masakra.
Dzień w dzień sprawdzian lub kartkówka.
W poniedziałek zbiórka zastępu.
W piątek lub sobotę zbiórka wędrowników
w sobotę zbiórka zastępu zastępowych.
Ja już wędrówkę.
Tylko ja, plecak i góry.
Pocztówka z Beskidu
Po Beskidzie błądzi jesień
Wypłakuje deszczu łzy
Na zgarbionych plecach niesie
Worek siwej mgły
Pastelowe cienie kładzie
Zdobiąc rozczochrany las
Nocą rwie w brzemiennym sadzie
Grona słodkich gwiazd złotych gwiazd
Ref.: Jesienią góry są najszczersze
Żurawim kluczem otwierają drzwi
Jesienią smutne piszę wiersze
Smutne piosenki śpiewam ci
Po Beskidzie błądzą ludzie
Kare konie w chmurach rżą
Święci pańscy zamiast w niebie
Po kapliczkach śpią
Kowal w kuźni klepie biedę
Czarci wydeptując trakt
W pustej cerkwi co niedzielę
Rzewnie śpiewa wiatr pobożny wiatr
sobota, 24 września 2011
Jej zaś pozostało...
Ufff. Żyje. Cieszę się, że mam tylko 11 dziewczyn. Biedny Lesio z tą jego 20.
20 osobowy zastęp. Masakra.
Zanim mu się część sypnie to on dostanie szału.
Życie jest takie okrutne ;D
Mój zastęp jest pełen małych feministek,
czyli faceci są głupi i błe
a dziewczyny są lepsze, mądrzejsze i ładniejsze
A i Justin Bieber jest beznadziejny
Uwielbiam je! xD
Jakby mi się trafiło grono plastików zakochanych w JB
i latających za zastępem Leszka to by mnie chyba coś trafiło.
No a Birkuty prą do przodu.
Przy czym bardzo mi się podoba obecny podział zastępów.
Przy czym oczywiście jasne 5 tysięcy zbiórek
akurat wtedy gdy ja chcę jechać na samotną wędrówkę.
Guzik z pętelką choćbym miała opuścić te zbiórki i tak jadę.
Muszę odpocząć od wszystkiego.
Biorę się za prowadzenie zastępu bez planu pracy.
Z ogólnym tylko zarysem poniedziałkowej zbiórki,
na którą nie mam jakiegoś konkretniejszego planu.
I w ogóle wchodzę w to totalnie nieogarnięta
z głową zaprzątniętą wszystkim dookoła i niczym.
Muszę się jutro ogarnąć.
Cóż. Ognisko. I oczywiście wnerwiający brat, którego
miałam ochotę wrzucić do ogniska.
I pyszne pianki. I świetna sałatka Gośki.
I śpiewanki.
I standardowe rozmowy o polityce, czyli to wszystko wina Tuska!
''Tusk biega z łopatką i robi dziury w polskich drogach''
I standardowe już od pewnego czasu rozmowy w czasie, których
ja staje okoniem jako, że jestem realistką i wiem jak będzie i jakoś
tak optymistyczne wizje reszty do mnie nie przemawiają.
No i oczywiście standardowe już dogryzki mi.
No super.
Błagam. Babciu/ pani Kundziu?
Panie Lesiu?
Babciu drużynowo?
Czy my naprawdę wyglądamy tak staro?
20 osobowy zastęp. Masakra.
Zanim mu się część sypnie to on dostanie szału.
Życie jest takie okrutne ;D
Mój zastęp jest pełen małych feministek,
czyli faceci są głupi i błe
a dziewczyny są lepsze, mądrzejsze i ładniejsze
A i Justin Bieber jest beznadziejny
Uwielbiam je! xD
Jakby mi się trafiło grono plastików zakochanych w JB
i latających za zastępem Leszka to by mnie chyba coś trafiło.
No a Birkuty prą do przodu.
Przy czym bardzo mi się podoba obecny podział zastępów.
Przy czym oczywiście jasne 5 tysięcy zbiórek
akurat wtedy gdy ja chcę jechać na samotną wędrówkę.
Guzik z pętelką choćbym miała opuścić te zbiórki i tak jadę.
Muszę odpocząć od wszystkiego.
Biorę się za prowadzenie zastępu bez planu pracy.
Z ogólnym tylko zarysem poniedziałkowej zbiórki,
na którą nie mam jakiegoś konkretniejszego planu.
I w ogóle wchodzę w to totalnie nieogarnięta
z głową zaprzątniętą wszystkim dookoła i niczym.
Muszę się jutro ogarnąć.
Cóż. Ognisko. I oczywiście wnerwiający brat, którego
miałam ochotę wrzucić do ogniska.
I pyszne pianki. I świetna sałatka Gośki.
I śpiewanki.
I standardowe rozmowy o polityce, czyli to wszystko wina Tuska!
''Tusk biega z łopatką i robi dziury w polskich drogach''
I standardowe już od pewnego czasu rozmowy w czasie, których
ja staje okoniem jako, że jestem realistką i wiem jak będzie i jakoś
tak optymistyczne wizje reszty do mnie nie przemawiają.
No i oczywiście standardowe już dogryzki mi.
No super.
Błagam. Babciu/ pani Kundziu?
Panie Lesiu?
Babciu drużynowo?
Czy my naprawdę wyglądamy tak staro?
piątek, 23 września 2011
Nabór
Nabór udany. Przyszło 25 dzieciaków. Zobaczymy ile się z tego utrzyma.
No ale generalnie czułam się dzisiaj jak drużynowa, biegając pomiędzy grupkami,
ogarniając i czuwając nad wszystkim.
I dziwnie się czułam mówiąc Leszkowi i Idze co mają robić.
No ale cóż.
No i nauczyłam się trudnej sztuki konstruktywnego darcia się.
I jestem w szoku, że dzieciaki mnie słuchały.
No i po dzisiejszej zbiórce stwierdzam, że z Miśki będzie dobra zastępowa :)
Moja krew ;P
No a jutro gra terenowa, która pewnie będzie niespodzianką nawet dla organizatorów
bo nie wiadomo co też Druh wymyślił od siebie.
No a potem odejście od mojej diety ;)
czyli ognicho = kiełbaski i ziemniaki
mniam
no i omawianie planów na przyszłość :)
Będę pozytywna! Za wszelką cene! Optymizm i uśmiech.
Udało mi się poprowadzić zbiórkę mimo tego, że w środku
byłam w kawałkach to i przez życie mi się uda przejść.
Kamila wszystkiego najlepszego sweet 17 :)
No ale generalnie czułam się dzisiaj jak drużynowa, biegając pomiędzy grupkami,
ogarniając i czuwając nad wszystkim.
I dziwnie się czułam mówiąc Leszkowi i Idze co mają robić.
No ale cóż.
No i nauczyłam się trudnej sztuki konstruktywnego darcia się.
I jestem w szoku, że dzieciaki mnie słuchały.
No i po dzisiejszej zbiórce stwierdzam, że z Miśki będzie dobra zastępowa :)
Moja krew ;P
No a jutro gra terenowa, która pewnie będzie niespodzianką nawet dla organizatorów
bo nie wiadomo co też Druh wymyślił od siebie.
No a potem odejście od mojej diety ;)
czyli ognicho = kiełbaski i ziemniaki
mniam
no i omawianie planów na przyszłość :)
Będę pozytywna! Za wszelką cene! Optymizm i uśmiech.
Udało mi się poprowadzić zbiórkę mimo tego, że w środku
byłam w kawałkach to i przez życie mi się uda przejść.
Kamila wszystkiego najlepszego sweet 17 :)
czwartek, 22 września 2011
Alright, everything is alright
Teoretycznie każdy jest kowalem swojego losu.
Ale w praktyce nasz los bardzo silnie zależy od innych ludzi.
A nic nie możemy poradzić na ich uczucia.
I nawet powiedzenie sobie, że wszystko będzie dobrze
Nic nie zmienia. Bo w głębi duszy się wie, że dobrze nie będzie.
Za każdym razem gdy jaśniej spojrzę w przyszłość
gdy obiorę ''kurs na gwiazdy''
to życie mi rzuca kolejną kłodę pod nogi.
Gdy ludzie, którym się ufa nagle zaczynają zawodzić
to żadne pozytywne myślenie nie pomoże.
Cóż. Leszek ma niezwykły talent do podrzucania mi piosenek, które dołują mnie jeszcze bardziej...
Oddam brata za darmo. A jak chcecie to nawet dopłacę.
Ale w praktyce nasz los bardzo silnie zależy od innych ludzi.
A nic nie możemy poradzić na ich uczucia.
I nawet powiedzenie sobie, że wszystko będzie dobrze
Nic nie zmienia. Bo w głębi duszy się wie, że dobrze nie będzie.
Za każdym razem gdy jaśniej spojrzę w przyszłość
gdy obiorę ''kurs na gwiazdy''
to życie mi rzuca kolejną kłodę pod nogi.
Gdy ludzie, którym się ufa nagle zaczynają zawodzić
to żadne pozytywne myślenie nie pomoże.
Cóż. Leszek ma niezwykły talent do podrzucania mi piosenek, które dołują mnie jeszcze bardziej...
Oddam brata za darmo. A jak chcecie to nawet dopłacę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)