środa, 30 listopada 2011

Andrzejki

Dzisiaj moja klasa organizowała szkolne Andrzejki,
czyli standardowo
Kundzia- czarownica
faceci wyjący do mikrofonu
klasa bijąca się o ostatnie kawałki ciasta
i totalne zoo.

Po co mu ten telefon? Żeby sobie w zębach nim grzebał?
Typowy facet - nigdy go nie ma gdy jest potrzebny.

Nie ma to jak łapać internet pod drzwiami sekretariatu
włączać tekstowo i brzdąkając na gitarze
wyć (bo śpiewem to bym tego nie nazwała ;P)
Rise against
Uwielbiam Cię Wiki <3
i nie wiem czy wiesz ale jedziesz ze mną i Werą na ich koncert :P


Ja już chcę piątek i babski wieczór <3

Po wczorajszych dwóch, a w sumie trzech rozmowach mam taki totalny
mętlik w głowie, że masakra.
Nie wiem jak mam to wszystko ogarnąć.


Twoje czyny przeczą słowom wiesz? Po co kłamiesz?
Nie potrzebuje Twoich słów do podwyższenia swojej samooceny.
Spadaj albo zacznij robić to co mówisz.

''Oto klucz do szczęścia; nie brać rzeczy zbyt tragicznie, robić co możecie najlepszego w danej chwili, życie uważać za grę, a świat za boisko.''
''Życie byłoby miłe, gdyby wszystko było słodkie. I sama sól jest gorzka, ale trochę soli do potrawy nadaje smak. Trudności są solą życia.''
''Każdy osioł potrafi być dobrym skautem podczas pogody''

robiłam dzisiaj porządki w szafce i znalazłam cytaty z jakiegoś starego biwaku
i tak straszliwie mi się zrobiło tęskno za tamtymi czasami
za dziewczynami z Raciborza, za mandarynkami na Andrzejkach,
za przekomarzaniami kadry stale usiłującej sobie ''udowodnić'',
które miasto jest lepsze, za dziwnymi grami, których Racibórz znał tysiące,
za piosenkami, za moją niepowtarzalną zastępową, za kominkami,
za tym jaka była moja ekscytacja gdy pierwszy raz ja prowadziłam
kominek, za palącą się paczką czipsów na wigilii drużyny, bo Agat ją
wsadziła w świeczkę, za pogo w pociągu, za śpiewaniem w pociągu
z Agat i Anią, za plotkami z Maksem, Krystianem i Maćkiem w pociągu,
za wędrownikami z Bielska
Masakra. Nie sądziłam, że będę za tym, aż tak tęsknić
i to nawet w sumie nie stricte za ZHR tylko za beztroską,
za pewnością, że tak to jest właśnie to, za tym, że Prawo było
wtedy tak wielką częścią mnie, że gdy miałam zły humor
to w uszach brzęczał mi głos podejrzanie przypominający głos
mojej ówczesnej przybocznej ''harcerz jest zawsze pogodny'',
no i przede wszystkim za ludźmi.






Today is gonna be the day
That they're gonna throw it back to you
By now you should've somehow
Realized what you gotta do
I don't believe that anybody
Feels the way I do about you now

Backbeat the word was on the street
That the fire in your heart is out
I'm sure you've heard it all before
But you never really had a doubt
I don't believe that anybody feels
The way I do about you now

And all the roads we have to walk are winding
And all the lights that lead us there are blinding
There are many things that I would
Like to say to you
But I don't know how

Because maybe
You're gonna be the one that saves me
And after all
You're my wonderwall

Today was gonna be the day
But they'll never throw it back to you
By now you should've somehow
Realized what you're not to do
I don't believe that anybody
Feels the way I do
About you now

And all the roads that lead you there were winding
And all the lights that light the way are blinding
There are many things that I would like to say to you
But I don't know how

I said maybe
You're gonna be the one that saves me
And after all
You're my wonderwall

I said maybe
You're gonna be the one that saves me
And after all
You're my wonderwall

Said maybe
You're gonna be the one that saves me
You're gonna be the one that saves me
You're gonna be the one that saves me

wtorek, 29 listopada 2011

Goodbye my hopeless dream

Nocą kawa wydaje się bardziej czarna, łzy bardziej gorzkie,
a samotność bardziej dławi.
Wciąż nie pozwalam iskrze zgasnąć.
Podtrzymuje żar.
Katuje się wspomnieniami.
Nie pozwalam sama sobie żyć dalej.
Dlaczego nie można po prostu być?
Nie przejmując się światem, złamanym sercem, kolejną bezsenną nocą?
Łatwiej tkwić bezmyślnie wpatrzona w ekran komputera niż
obracać się bezsennie z boku na bok.
Niż pozwalać snom torturować się marzeniami o przyszłości, której nigdy nie
będzie.
Dlaczego nie potrafię po prostu traktować ludzi jak zabawki, a uczuć
i emocji jak śmiecie?
Czemu w dalszym ciągu nie potrafię nauczyć się żyć?
Czemu sny są realniejsze niż rzeczywistość?
Czemu przeszłość jest mi bliższa niż przyszłość?
Czemu teraźniejszość nie może po prostu nie istnieć?
Już przegrałam życie, więc po co uparcie dalej trwam?
Czy nie łatwiej dla mnie, dla świata byłoby po prostu odejść?
Zamknąć ostatnią stronice pamiętnika
i powiedzieć żegnaj?



Klif. Niespokojne fale uderzają o brzeg wyrzucając muszelki. Wiatr
rozwiewa mi włosy. Zachód słońca.
Twoje palce splatają się z moimi.
Uśmiechasz się, w oczach mając niewypowiedziane tajemnice. Wiem,
że nigdy ich nie odkryje. Za późno.
Ulotna chwila minęła. Słońce zaszło.
Dzień się skończył. Niebo jest tak
bezgwiezdne. Czarne. Jak Twoje oczy.
Uśmiech gaśnie. Orientujesz się co chcę zrobić. Za późno.
Skacze. Z otwartymi oczami.
To ważne. Zobaczyć fale po raz ostatni.
Woda jest taka zimna.
Krzyczysz lecz wiatr zagłusza słowa.
Przepraszasz? Za późno. Mnie już nie ma.
Wiatr przewraca kartki z mojego pamiętnika. To jedyne
co po mnie zostało. Tonę nie walcząc.
Dno jest zbyt głęboko żeby się od niego odbić.
Woda. Wszędzie woda. Pali w płucach.
Cisza. Czerń. Twój uśmiech. Obrazy. Trzask ogniska.
To tylko wspomnienie. Przebłyski.
Twoje dłonie. Wschód słońca, śpiew ptaków. Tego już nie będzie.
Stracone chwile, które nie nadejdą. Koniec.
Nie ma mnie. Straciłam siebie. Zamykam oczy.
Odchodzę.

Budzę się z krzykiem.
W szach mam szum fal.
Morza nad, którym nie byłam. Nie z Tobą.
Nas nigdy nie było. Nie istniejesz.
Jesteś tworem z moich sennych marzeń.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Rzewnie śpiewa wiatr

Nie ogarniam.
Nie ważne czy sama czy z kimś w sobotę łapie stopa i jadę w góry
''Zagubiony wśród kamiennych pejzaży,
przytłoczony hałasem, pośpiechem,
zagubiony w labiryncie zdarzeń,
pragnę ciszy, ciszy pragnę.

Błądzić pośród lasów,
kąpać się w zieleni,''

Potrzebuje ciszy lasu, drzew pochylających się w zadumie nad moją głową,
błękitu nieba wychylającego się zza chmur,
melodii niesionej przez wiatr, szronu na gałęziach o poranku, spokoju gór.
Potrzebuje wędrówki. Długiej, męczącej, do utraty sił. Pokonania siebie.
Szlaku. Uspokajającej monotonii kroków.
Przynajmniej tam nie będę musiała udawać. Tam będę mogła szukać.
Siebie, którą chyba zgubiłam tam w wakacje.
W górach jest wszystko co kocham...


http://w13.wrzuta.pl/audio/1WXShJCJER6/wolosatki_-_pocztowka_z_beskidu

Pocztówka z beskidu
Po Beskidzie błądzi jesień
Wypłakuje deszczu łzy eh
Na zgarbionych plecach niesie
Worek siwej mgły
Pastelowe cienie kładzie
Zdobiąc rozczochrany las
Nocą rwie w brzemiennym sadzie
Grona słodkich gwiazd, złotych gwiazd.
Jesienią góry są najszczersze
Żurawim kluczem otwierają drzwi
Jesienią smutne piszę wiersze
Smutne piosenki śpiewam ci.
Po Beskidzie błądzą ludzie
Kare konie w chmurach rżą
Święci pańscy zamiast w niebie
Po kapliczkach śpią
Kowal w kuźni klepie biedę
Czarci wydeptują trakt
W pustej cerkwi co niedzielę
Rzewnie śpiewa wiatr, pobożny wiatr.
Jesienią góry są najszczersze...


To był dziwny dzień. Bardzo dziwny. Nie sądziłam, że taki
kiedykolwiek się wydarzy...
Lubie się nad sobą użalać. To mnie boli, tamto mnie boli,
jestem głodna bla bla bla
Ale gdy przychodzi co do czego to wolę uciec do mysiej dziury
niż się przyznać do słabości.
No i dodatkowo jestem uparta jak osioł.
Cóż. Cała ja.
Dzisiaj przegrałam sama ze sobą.
Mam nadzieje, że nigdy więcej to się nie zdarzy.
Pora ograniczyć kawę.
No i dziękować losowi za niezastąpionych przyjaciół.

- Wrzucimy ją do rowu
- Ale z flaszką...
- No tak, bo pijana może leżeć

- No to może następny przystanek na środku ulicy?
- Nie najlepiej na środku skrzyżowania.

niedziela, 27 listopada 2011

I'm freakin' out. Where am I now?

- Znowu Ty? Miałaś odejść! Odesłałam Cię z listopadowym wiatrem.
Wiem, że się myliłam.Przepraszam ale nie jesteś już potrzebna. Odejdź!
Nie chce być już sama! Chce żyć!
Cieszyć się jesienią, cieszyć się rzadkimi przebłyskami błękitnego nieba,
wzorem liści ułożonych przez wiatr, wzburzoną taflą jeziora.
Chce zanurzyć się w niemyśleniu, w kolorowym wietrze, w barwach mgły!
Tak wiem. Mówiłam, że Cię potrzebuje.
Że nie chce świata. Lecz tyle się zmieniło. Jesienny wiatr roztopił serce. Słodki
zapach manny wysuszył łzy. I znowu zaczęłam potrzebować. Nie cienia tylko
ludzkiej istoty, ciepłego schronienia ramion. Śmiechu. A Ty? Jesteś trwogą, pustką,
dusisz mnie, dławisz!
- Jestem taką jaką mnie stworzyłaś. Jestem twoim odbiciem w lustrzanej tafli.
Twoje oczy patrzą z mojej twarzy, twoje serce dyktuje mi słowa. Nie ma mnie
bez ciebie.
- Lustro można stłuc. Jest kruche, nietrwałe. Jak ludzkie uczucia. Lecz uczucia
można odbudować. Relacje naprawić. Odnowić więzi. Utwardzić. Wzmocnić.
Lustra nie skleisz. Lustra nie wzmocnisz. Lustra nie naprawisz gdy stłuczesz.
Skaleczy palce. Jest zimne, ostre. Jest niczym. Nie ma znaczenia bez odbicia.
Jak Ty.
- A mimo to nie potrafisz się mnie pozbyć?
- Przecież walczę! Wyrzucam Cię! Zaczynam żyć tak jak chciałam. Wolna!
Z całym światem u stóp! Bez granic, bez zakazów, tworząc własne idee!
- Nie potrafisz...
- Potrafię! Chcę! Pragnę! Ukryje cząstkę mnie, która chce inaczej tak bym
sama nie potrafiła jej odnaleźć! Stworze siebie taką jaką zawsze chciałam
być. Szczęśliwą! Bez łańcuchów pętających duszę i raniących serce!
Pofrunę z wiatrem na koniec świata! Poza krawędź, poza granice!
Przecież koniec jest tylko początkiem, prawda?

''I'm freakin' out
Where am I now?
Upside down and It can't stop me now
It can't stop me no-oo-oo-ow
Ohhhhh-ohhhh

 I'll get by
 I'll survive

When the worlds crashing down
When I fall and hit the ground
I will turn myself around
Don't you try to stop me

 I won't cry''

Złudzenia

''Goodbye my almost lover
Goodbye my hopeless dream
I'm trying not to think about you
 Can't you just let me be?''

Już tyle czasu minęło, a ja ciągle nie potrafię powiedzieć marzeniom żegnajcie.
Ciągle nie potrafię żyć dalej. A przecież to takie proste.
Powiedzieć do widzenia i zamknąć drzwi.
Życie powinno już dawno mnie tego nauczyć.
Chce być szczęśliwa? Nie! Lepsze jest życie w oczekiwaniu na cud
niż życie w którym nie byłoby Go wcale.
Myślałam, że zastąpię Go zatracając się w przyjaźni z kimś innym.
Lecz to tak nie działa.
Ludzi nie da się zastąpić.

''Kochać to niszczyć, być kochanym to zostać zniszczonym''
Cassandra Clare 


Miło jak cię tak życie od czasu do czasu kopnie w tyłek i pokaże ci jak bardzo
nieistotny jesteś.
To pomaga się otrząsnąć ze złudzeń.
Nikt nie jest niezastąpiony nieprawdaż?
Ludzie pojawiają się, są, a potem odchodzą
taka jest kolej rzeczy.
I czasami to na ciebie przychodzi kolej żeby odejść.


Moja nie zachwiana pewność, że nie żałuje
zachwiała się dzisiaj w posadach i to bardzo.
No ale teraz już za późno, muszę żyć z konsekwencjami.





Najbardziej mi szkoda czasu i emocji włożonych w tą przyjaźń.
Najbardziej żałuje, że uwierzyłam w to, że mówi szczerze.
Że pozwoliłam sobie na to, żeby znowu zaczęło mi na kimś zależeć.
Że wpuściłam kogoś do wąskiego grona ludzi, którym w pełni
zaufałam i za których oddałabym wszystko
i znowu zostałam zraniona.
Jestem idiotką.
Długo nie wierzyłam, długo się broniłam.
Do tego stopnia, że dzień w dzień powtarzałam te same pytania
i ciągle nie wierzyłam w odpowiedzi.
A w momencie kiedy uwierzyłam wszystko się, mówiąc kolokwialnie,
spieprzyło.



No ale nie ma się co nad sobą użalać
mam przecież niesamowicie uroczego, przesłodkiego
i zawsze się nade mną użalającego
Wirtualnego Przyjaciela
czyż nie? :P

I said I all I need

Za oknem błękitne niebo, które kiedyś dawało mi siłe
i nadzieje
Siedzę pijąc gorzką kawę, uparcie odmawiając sobie ''wolności'', którą sama sobie
wybrałam
Jeden sms i pojawił by się papieros, kojący poplątane myśli.

Teraz gdy mogę, bez wyrzutów sumienia
jakoś nie mam ochoty, ani potrzeby.
Wystarczy mi do szczęścia gorycz czarnej kawy.
Równie gorzkiej jak samotność, którą sobie wybrałam

Łzy, których myślałam, że już nie mam,
że wypłakałam już wszystkie
toczą się leniwie po moich policzkach
jedna po drugiej.

Lecz dalej nie żałuje. Owszem wszystko mogło potoczyć się inaczej
ale nie żałuje. Podjęłam decyzje. W moim przypadku nie jest to łatwe,
bo nigdy nie jestem 100% pewna.
I wiem, że gdzieś w moim głupim serduchu dalej mi zależy.
I że w dalszym ciągu świat skautingu to mój świat.
Jedyny do którego tak naprawdę pasuje.
I owszem podjęłam decyzje, bo miałam dość.
I najchętniej wyrzuciłabym mundur, Krzyż
i wszystko co się z tym łączy przez okno, polała benzyną i podpaliła.
Ale...
''Przy innym ogniu w inną noc
Do zobaczenia znów.''



''Tyle kilometrów masz za sobą
Tyle ognisk, biwaków i tras
Tyle lat wędrówki wspólną drogą
Więc dlaczego chcesz zostawić nas''



''I said I all I need
Is the air I breathe
And a place to rest
My head

Whenever the end is
Do you think you can see it?
Well, until you get there
Go on, go ahead and scream it
 Just say it''



nie no. to jest dziwne. rozumiem mój zastęp proszący żebym nie odchodziła
ale już np. dzieci z zastępu Leszka to już nie umiem zrozumieć
no i też wiele wiele innych zdziwionych, proszących osób
mój mail jest zawalony, skrzynka na facebooku, na nk, na leśnych
masakra po prostu.
no ale mój ''najlepszy przyjaciel'' dalej ma to głęboko gdzieś. 
dziwne. nie sądziłam, że ktokolwiek oprócz mojego zastępu się przejmie. 

we won't back down

http://sikorka-tychy.wrzuta.pl/audio/5X7wmqgRXPL/we_krwi
:)

dzisiaj od 12 do przeszło 18 w Kato.
no ale i tak nie mam co marudzić, Wera i Sławek byli tam od 7
mogłabym tak żyć na co dzień
owszem jestem ściorana,
ale nic nie smakuje lepiej od bułki przegryzanej serkiem topionym
jedzonej na placu Miarki po południu jako pierwszy posiłek
nie ma to jak tłumy ludzi, tłumy bardzo dziwnych ludzi,
siedzenie na podłodze w centrum handlowym i śpiewanie,
granie w berka i chowanego na parkingu podziemnym
i dziwny facet mówiący do nas po angielsku

a potem impreza urodzinowa Wiki
czyli standardy pt. skakanie przez działkowy płot
i zastanawianie się co ja tu robię.
Jak to stwierdziła Wera ''Kundzia jest najporządniejsza z nas wszystkich''
jakoś tak nie wiem. Oduczyłam się imprezować.
Przestaje pasować na imprezach.


Mój Drogi Wirtualny Przyjacielu
podjęłam decyzje i tyle.
koniec kropka.
i moje rozterki rozterkami ale na razie nie mam zamiaru wracać.
może kiedyś.

piątek, 25 listopada 2011

Każdy ma wybór.

''Miałem plan.
Chciałem zmienić to, kim byłem,
rozpocząć życie jako ktoś inny.
Ktoś bez przeszłości.
Bez bólu.
Jako ktoś pełen życia.
Ale nie jest to takie proste.
Złe rzeczy cię nie opuszczają.
Podążają za tobą krok w krok.
Nie możesz przed nimi uciec,
 chociaż bardzo byś chciał.''

Jak to jest, że momentami mamy wszystko, choć wydaje nam się, że
nie mamy nic i gdy to tracimy nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie?
''Przyjaźń to uczucie niedoścignione, idealne. Nie ma prawdziwej przyjaźni
między mężczyzną i kobietą. Nie ma też takiej, która nigdy się nie kończy.''
Jestem wręcz wdzięczna za to, że mogę się wymówić sprzątaniem i skryć
się w czterech ścianach pokoju.
Gdy tracisz ukochanego możesz sobie pozwolić na łzy, na rozpacz, na depresje.
Gdy tracisz przyjaciela musisz udawać, że wszystko jest ok. Że nic
się nie stało. Że te wszystkie wspomnienia są nic nie warte.
Owszem. Czasem przyjaźń się kończy i przyjaciele po prostu rozchodzą się
w dwie różne strony. Ta wydawałoby się niezniszczalna więź po prostu
zwyczajnie znika.
Ale gdy przyjaźń kończy się tak po prostu to zostaje tak cholerna pustka,
bo nagle okazuje się, że tylko tobie zależało.

''Take this sinking boat and point it home
We've still got time
Raise your hopeful voice you have a choice
You've made it now

Falling slowly, eyes that know me
And I can't go back
Moods that take me and erase me
 And I'm painted black''

- I co teraz jesteś szczęśliwa?
- Miałaś odejść, przecież, gdy nie będziesz potrzebna
- Czas ciągle nie przyszedł
- Ale jak to...
- Sama to zrobiłaś.
- To nie była moja decyzja. Oni to sprawili
- Inni to decyzje, to ty jesteś drogą, która skręca na twoje życzenie
- Ale kamienie...
- Są częścią ciebie. Budulcem by wzmocnić.
- No to dlaczego...
- Bo się poddałaś
- Czy mogę...?
- Obydwie wiemy, że duma silniejsza
- Nawet gdybym chciała?
- Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki. Tak było i będzie. Za późno
na chcenie
- Gdybym płakała?
- Łzy nie naprawią tego co było, jest już za późno, wszystko zniszczyłaś z
sobą na czele
- Przecież nie chciałam...
- Chciałaś choć sama się temu nie przyznasz. Łatwiej bez serca.
- Nie mam wyboru?
- Twoje dwie drogi złączyły się w jedną, możesz zawrócić lub ciągle iść dalej
- Ktoś mi pomoże?
- Sama świadomie nie chciałaś nikogo
- Czy byłam głupia?
- Każdy kto idzie czasami zabłądzi. Doceniacie kiedy tracicie. To takie ludzkie


i znowu chory wytwór wyobraźni tworzony na polskim...
i znowu nie dokończony, urwany w połowie, bez celu i bez sensu


nie spanie po nocach zaczyna być coraz bardziej dokuczliwe
dzisiaj przysnęłam na historii
i obudziłam się z fragmentem piosenki w głowie
''harcerzem być to wcale nie wada''

ale decyzja została podjęta. kształtowała się już długo. w końcu trzeba było ją podjąć.
tak będzie lepiej. po prostu się odciąć.

czwartek, 24 listopada 2011

Odejście

Odeszła. Łzy w oczach, przygarbione plecy, lecz krok pewny, głowa w górze. Dusi
w sercu iskierkę nadziei. Każdy kto odchodzi łudzi się, że usłyszy ''zostań''.
Każdy kto odchodzi w głębi serca chce wracać.
Odeszła. Ziemia wciąż się kręci. Niebo szare, zachmurzone, nieprzyjazne, uparcie
nie chce płakać deszczem.
Odeszła. Liście wciąż spadają z drzew nie tracąc kolorów.
Długą, ciemną ulicą, odeszła, zwyczajnie, równym krokiem.
Nadzieja sama zgasła, rozwiały się złudzenia. Nie usłyszała
''zostań'', ''poczekaj''. Prosić nie będzie.
Nie potrzeba ludzi do życia. Wystarczy uparta, pewność istnienia.


Odeszłam z czegoś co przez tyle czasu było całym moim światem.
Nie ujrzycie już na blogu prostego ''Czuwaj''.
Odchodzę z odrobiną żalu, z nutką melancholii.
Z postanowieniem, że nie wrócę.
I mogę mieć tylko nadzieje, że postanowienie się utrzyma.
Że znowu nie posłucham próśb, by potem żałować.
Żegnajcie Przyjaciele. Nie jestem Wam potrzebna.
Zabieram moje smutki, rozterki i marudzenie.
I zostawiam tylko: Powodzenia.

Ułuda

- Dzień dobry - powiedziała Samotność - W końcu mnie odnalazłaś w szumie
spadających liści
- Nie - odpowiedziała - Klucz odlatujących żurawi wskazał mi drogę
- Jesteś teraz szczęśliwa? Ja jestem tylko wyborem, nie ścieżką. Jestem
Królową Śniegu. Gdy Cię dotknę już zawsze będziesz chciała za mną podążać
- Czy mam wybór? - spytała gorzko
- Każdy ma - odpowiedziała Samotność - Nie jestem potrzebna, by zmienić
serce w sopel lodu. Do tego wystarczy Czas
- Czas? - spytała zaskoczona - Jak go odnaleźć?
- Nie próbuj. Trzeba czekać, aż sam przyjdzie. Przyjdzie i odejdzie niespodziewanie.
Jak podmuch wiatru. By zgasić iskrę. Będziesz szczęśliwa?
- Kiedyś nadejdzie - powiedziała zamyślona - Będę stać w miejscu, by mnie nie zgubił
- Byłaś szczęśliwa?
- Będę czekać cierpliwie, aż mnie odnajdzie
- Byłaś kochana i chcesz to utracić?
- Nie można tracić tego czego się nie ma
- Nie wiesz czy nie masz. Jestem po to byś potrafiła docenić tych, którzy byli
- A jeśli ich nie było?
- Zawsze ktoś był, jest lub przybędzie. Lecz sopla lodu nie można kochać. Chcesz
być szczęśliwa?
- Nikogo nie ma, nie było, nie będzie
- Skąd wiesz? Nie widzisz. Nie wiesz wszystkiego. Chcesz stracić szczęście?
- Chce przyjaciółki, która zostanie. Ty taka jesteś.
- Ja jestem gorzka i z Czasem odejdę
- Kiedy nadejdzie nie będziesz potrzebna
- Zawsze coś jest potrzebne do życia. Znasz chociaż szczęście?
- Życie to smutna bajka, ułuda. Nie potrzebuje nikogo by przeżyć


Cóż. Wiki stwierdziła, że to wygląda jak twór chorego umysłu, który ma rozdwojenie
jaźni lub fragment książki. Książek pisać nie potrafię i nie zamierzam, więc
sami odpowiedzcie sobie na pytanie co to jest.

Tak naprawdę to twór udręczonego nudą umysłu na Polskim, który
się przegrzał przez wypracowanie z Wertera.
Zresztą wypracowanie też jest przesłodkie
'' mówiąc kolokwialnie, Werter był świętą krową''
albo
'' Postać Wertera budzi we mnie zdecydowanie negatywne uczucia''

Nienawidzę tej lektury.