niedziela, 13 listopada 2011

dzień dobry. odejdź.

Do A
Dzień dobry. Cheeseburger ma idealnie 300 kcal. Więc mogę sobie chodzić do maca ile
dusza zapragnie.
I moja dieta nie ma najmniejszego związku z Tobą.


To jest niesamowicie... fajne gdy ludzie, których nie znasz Cię wspierają ;)
Wczorajszy wieczór mógł się zakończyć totalną katastrofą ale jednak daliśmy radę
i było fajnie.
No i dzisiejsza czterogodzinna ''orgia'' była niesamowicie pozytywna ;)


- Papaja to ssak, nie, drzewo
- Eeee
- Owoc


-Czoło
-Czoło znaczy noga?


- W Niemczech jest tańsze Monte niż w Polsce
- Dziękujemy, ta informacja zmieniła nasze życie...

- Będziemy bić się w Monte,  a nie w kiślu, bo jest tańsze!


-Meduza jest biedna, bo nie ma łokci i nie może robić bigosu
- Eeee...?
- No próbowałaś kiedyś robić bigos bez łokci?

więcej tekstów sobie nie jestem w chwili obecnej przypomnieć
jako, że przez ostatni weekend spałam trochę mało
przez ostatni tydzień jadłam trochę mało
i przez ostatnie dni miałam tak trochę czarną depresje.

Kundzia stoi na środku pokoju Gosi i je wafelka...
- Kurde! Zapomniałam, że ja nie jem!

Cóż. Dziękuje Gośce, Leszkowi i Sławkowi za oglądanie dziwnych filmów do
4 nad ranem i pocieszanie zdołowanej mnie.

No i Sikorce za lekcje pokazową z robienia Sushi i za jej dziwnych znajomych ;)



''Jedno już wiem, jestem silna
Jedno już wiem, wytrzymam to
Jedno już wiem, jestem silna tak
 I tylko czasem tracę coś''



Będę silna. Mam przyjaciół, którzy mnie wspierają. Dam radę. Dam radę się uśmiechać.
Dam radę żyć.
Oby.

Może pora pozwolić sobie dać sobie spokój...

sobota, 12 listopada 2011

dieta? tak poproszę. ja lubie nie jeść.

misja - reanimacja ekspresu zrealizowana.
Nie wiem jak ja to zrobiłam ale w każdym razie działa.
Jak zacznie płonąć to zacznę się martwić.

Nie ma to jak po tylu dniach jedzenia praktycznie nic usłyszeć od brata, że ja nic innego
nie robię tylko się obżeram.
No i a propos jedzenia, a raczej jego braku to ten biwak to była masakra.
Owszem rozumiem, że się o mnie martwią i kocham je za to
ale jakoś to zmuszanie mnie do jedzenia im nie wyszło.
Mam lata praktyki z podstawówki z pozbywaniem się jedzenia, którego
nie chcę zjeść.
Nie chce jeść = nie będę jeść
choćbyście stali na głowie, a wszelakie wykłady możecie sobie darować,
bo sama wielokrotnie tłukłam je do głowy Agacie i znam je na pamięć.
Ciesze się, że Wam na mnie zależy ale dajcie sobie dziewczyny spokój,
bo miałam ochotę Was wczoraj pozabijać.

W sumie wczoraj trochę przesadziłam.
Zachowywałam się jak małe, skrzywdzone dziecko emo
siedzące samo i drżące się po każdej osobie, która chciała ze mną porozmawiać.
No ale sorry tekst ''no ale na obozie'' mnie dobijał!
Od obozu już jednak trochę czasu minęło i trochę się zmieniłam.
To że kiedyś jadłam jak głupia i nie potrafiłam minuty wytrzymać bez plotkowania,
obecności innych ludzi, wygłupiania się itd to nie znaczy, że dalej tak jest.
Nie jestem głodna znaczy nie jestem głodna.
Chce być sama znaczy chce być sama
i proszę nie uszczęśliwiajcie mnie na siłę.
Jak siedzę sama to robię to z jakiegoś powodu.
Wczoraj byłam zła i źle się czułam
jakbym potrzebowała czyjegoś towarzystwa to bym o nie poprosiła.

I błagam Was. Nie jestem aż tak beznadziejną idiotką, żeby robić to żeby jakiś tam
facet mnie zauważył.
Robię to po pierwsze dla siebie, a po drugie, bo... cóż to słodka tajemnica.
Każdy ma swoje własne demony i nie muszę każdego z nimi zapoznawać.
Tak jak powiedziałam wczoraj: jak będę chciała żeby ktoś o tym wiedział
to napiszę książkę.


Będę chciała jeść to będę jadła, nie martwcie się - z głodu na pewno nie umrę.
Mdleć też nie zamierzam.


No ale mimo posiłków, które były dla mnie drogą przez mękę
biwak udany.
No i byłam niesamowicie dumna z O. której w ogóle nie trzeba było zaganiać do roboty
i która sama brała się za rzeczy, których parę miesięcy temu w życiu sama by nie tknęła
no i byłam w niezłym szoku gdy M. sama z siebie się wzięła za odkurzanie.
No i serce mi puchło z dumy wczoraj ( a w sumie dzisiaj) gdy O. dostawała Krzyż.
Gdy sobie pomyśle jakie te dziewczyny były gdy je poznałam
to jasno widzę sens mojej harcerskiej służby.

czwartek, 10 listopada 2011

pan swojego losu

Czasami mam ochotę zacząć krzyczeć z bezsilności.
Kolejna bezsenna noc.
Tylko myśli.
Przestaje wyrabiać. To już nie jest stanie w miejscu. To cofanie się.
Dusze się. W gardle stają mi te wszystkie słowa, które bym chciała wykrzyczeć.
Nie chce ruszyć na przód, bo zwyczajnie się boję.
Bo to by znaczyło, że się pogodziłam. Nie chce się godzić!
Wolę żyć w tym beznadziejnym zawieszeniu niż pozwolić by wszystkie marzenia
zwyczajnie umarły.
Ostatnio spojrzałam na swój mundur i zaczęłam się zastanawiać co tak właściwie
na nim robi naramiennik wędrowniczy.
Wędrownik jak sama nazwa wskazuje powinien wędrować.
A ja stoję w miejscu, bo zwyczajnie boję się Jutra!
Coraz częściej łapie się na tym, że Wczoraj jest dla mnie bardziej realne niż Dziś.
Gdyby nie harcerstwo, gdyby nie przyjaciele to ja bym totalnie utknęła w Wczoraj.
Książki i muzyka zastępują mi życie.
Łatwiej się odizolować. Nie żyć. Nie iść dalej.
Zawalam tyle spraw by pogrążać się w marzeniach.
Gdy ogień już zapłonie będzie tlił się tak długo dopóki się kompletnie nie wypali.
Nie wiem. Może sama ten ogień podtrzymuje, bo zbyt boję się przyszłości
bez tego beznadziejnego uczucia, które się stało ostatnio sensem mojego istnienia?

Nie ja decyduje dla kogo bije moje serce.
Nie ja decyduje do kogo biegną moje myśli.
Życie jest teraz tak nieistotne.
Świat jest teraz tak nieistotny.
Wszystko jest tylko zbiorem barw i dźwięków, którego nie potrafię
połączyć w całość. Nic teraz nie jest realne. Tylko to co było.
Żyje obok życia. Zaczynam się wypalać.

''Na kogo ja wyglądam? Na czarnoksiężnika z krainy Oz?
Potrzebny ci umysł? Potrzebne ci serce? Śmiało, bierz moje. Bierz wszystko, co mam."

Cóż. Ja niegdyś największa orędowniczka hasła ''przyjaźń damsko-męska nie ma szans istnieć''
oznajmiam wszem i wobec, że kopnę w tyłek osobę, która stwierdzi, że takowa nie istnieje.
W moim świecie istnieje i tyle!

Dziękuje. Dziękuje za wczoraj i za dzisiaj. I za macdonald. I za zrobienie mi siary.
I za to, że moją chorą dietę dzięki Tobie szlag trafił. I za wsparcie
I za to, że ze mną wytrzymujesz. I że mogę na Ciebie liczyć.
I w ogóle za wszystko.


wtorek, 8 listopada 2011

Make mi wonna die

Nie wiem po co ja chodzę w ogóle do tej szkoły
Słuchawki na uszach, muzyka zagłusza świat
przede mną otwarty zeszyt, jestem zbyt skupiona na swoich myślach,
by dostrzegać świat dookoła.
Zaczynam żyć w swojej własnej głowie.
Ludzie przestają mi być potrzebni.
Wstaje z łóżka bardziej z przyzwyczajenia niż dlatego, że chce
Kolejne bezsensowne dni, zabijające monotonnością.
Staje się absolutną egoistką.
Afiszuje z tym jak bardzo mi źle i jak wielką mam chandrę.
Otwieram się, by jeszcze bardziej zamknąć w sobie.
Przestaje potrzebować kogokolwiek, książki zastępują mi powoli prawdziwy świat i
prawdziwych ludzi.
Jedyne co mnie trzyma na powierzchni to harcerstwo.
Potrzebuje ucieczki, bo zaczynam się dusić.
Boję się, że znowu spadnę na dno i że tym razem już nie będę miała sił,
by od tego dna się odbić.
Boję się, że spadając zranię tyle ludzi, że już nie będzie miał kto wyciągnąć do mnie
ręki by pomóc mi się podnieść.
Jestem zbyt wredna i złośliwa gdy jest źle
I nie potrafię nad tym zapanować.


Ktoś ze mną w góry?
Proszę?


Take me - I'm alive,
Never was a girl with a wicked mind,
But everything looks better,
When the sun goes down.
I had everything: opportunities for eternity
And I could belong to the night.
Your eyes, your eyes,
I can see…in your eyes, your eyes.

You make me wanna die,
I'll never be good enough.
You make me wanna die
And everything you love
Will burn up in the light
Every time I look inside your eyes.
You make me wanna die.

Taste me, drink my soul,
Show me all the things, that I shouldn't know,
When there's a blue moon on the rise.
I had everything:
Opportunities for eternity
And I could belong to the night.
Your eyes, your eyes
I can see… in your eyes, your eyes
Everything…in your eyes, your eyes.

You make me wanna die,
I'll never be good enough.
You make me wanna die
And everything you love
Will burn up in the light
Every time I look inside your eyes.
(I'm running in the light)
You make me wanna die.

I would die for you...my love, my love
I would lie for you…my love, my love
(Make me wanna die)
And I would steal for you…my love, my love
(Make me wanna die)
And I would die for you…my love, my love.

Will burn up in the light
Every time I look inside your eyes,
(I'm running in the light)
Look inside your eyes,
(I'm running in the light)
Look inside your eyes.


nic dodać nic ująć.
wieki już tej piosenki nie słuchałam
wróciłam do niej tylko dlatego, że Darek ma ją na telefonie,
a to właśnie za pomocą muzyki z jego telefonu
alienuje się na lekcji
ciesze się, że znów ją odkryłam.


Dobranoc.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Pain, without love

''Pain, without love
Pain, I can't get enough
Pain, I like it rough
'Cause I'd rather feel pain than nothing at all
Rather feel pain than nothing at all
 Rather feel pain''

"Niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach i zapominanie o życiu"

Założyłam kolejny zeszyt w którym zapisuje swoje beznadziejnie, poplątane myśli.
Miałam już tego nie robić. Nie pisać. Żyć chwilą i być normalną nastolatką
myślącą mówiąc kolokwialnie tylko o męskich tyłkach.
Ale tak naprawdę spisywanie myśli jest teraz dla mnie jedyną kotwicą, bo gdy pisze
mam nad nimi jakąś kontrole.

Właśnie się dowiedziałam z facebooka, że Hanka
z M jak miłość (dobrze mówie?)
umarła.
Tak, ta informacja zmieniła moje życie -.-

Czemu tyle ludzi wokół mnie żyje przeszłością?
Przeżyjemy to życie nie żyjąc wcale, bo będziemy zbyt zajęci
oglądaniem się do tyłu.
Jutro nie nadejdzie dopóki nie pozwolimy Wczoraj odejść.
Inna sprawa gdy ktoś nie chce żeby Jutro nadeszło.
Ja chyba nie chce. Wole żyć Wczoraj niż Teraz lub Jutro,
bo Wczoraj było łatwiej.
Wczoraj byłam małą, naiwną dziewczynką, która wierzyła, że może być
kiedyś szczęśliwa.
I tak, teraz też mogę być. Wystarczy odpuścić. Wystarczy się tylko po prostu
odkochać i zapomnieć. Wystarczy wykreślić kawałek swojego życia lub
zwyczajnie pogodzić się z tym, że widocznie ktoś inny mi jest pisany.
Tylko, że to nie takie proste.
I tak wiem. Nie powinno wybierać się tego co łatwiejsze tylko to co lepsze
ale stawanie twarzą w twarz z rzeczywistością boli.
Bo nagle się okazuje, że nie jesteś w ogóle panem swojego losu.

niedziela, 6 listopada 2011

"Nie oglądaj się za siebie"

Dzisiaj łapiąc stopa miałam w głowie fragment piosenki, której nie słyszałam od...
ponad dwóch lat

Wędrowiec

1. Nie oglądaj się za siebie kiedy wstaje brzask
Ruszaj dalej w świat, nie zatrzymuj się

Sam wybierasz swoją drogę z wiatrem i pod wiatr
Znasz tu każdy szlak, przestrzeń woła cię

REF.
Przecież wiesz, że dla ciebie każdy nowy dzień
Przecież wiesz, że dla ciebie chłodny lasu cień
Przecież wiesz, jak upalna bywa letnia noc
Przecież wiesz, że wędrowca los to jest twój los

2. Lśni w oddali toń jeziora, słyszysz ptaków krzyk
Tu odpoczniesz dziś i nabierzesz sił
Ale jutro znów wyruszysz na swój stary szlak
Będziesz dalej szedł tam, gdzie pędzi wiatr

REF.
Przecież wiesz, że dla ciebie każdy nowy dzień
Przecież wiesz, że dla ciebie chłodny lasu cień
Przecież wiesz, jak upalna bywa letnia noc
Przecież wiesz, że wędrowca los to jest twój los

Czy ja potrafię wyruszyć? Spakować plecak wspomnień, zarzucić go na plecy
i wędrować wciąż na przód?
Nie wiem.
Ale nie dowiem się dopóki nie spróbuje.
Część mnie bardzo tego chce.
Tylko, że jakaś cząstka się boi. Zwyczajnie jest przerażona perspektywą
odpuszczenia tego czym jak to głupia nastolatka, żyłam przez ostatnie
ponad pół roku.

Biwak udany.
Choć w sumie nie wiem jakim cudem mogłyśmy zapomnieć o stosie ogniskowym,
żadna z nas o tym w ogóle nie pomyślała.
Oczywiście, że idealnie nie było ale nie było źle. Nie licząc kilku wpadek
było wręcz niespodziewanie dobrze. Ba! Wszystkie zajęcia się odbyły
i cały plan został zrealizowany. Nawet nocna gra.
A co do gry...
Ja byłam atakującymi ''wrogimi siłami'' zrywającymi bibułkowe życia.
Spoko. 5 osobowe patrole. No problem. Ciemno, znam dość dobrze teren...
Siedziałam w krzakach tak długo, że kompletnie straciłam czucie w nogach.
No i oczywiście obydwa patrole musiały przyleźć jednocześnie.
Wobec 10 osób byłam całkowicie bezradna i zerwałam może ze dwa życia
(gdy wreszcie mogłam ruszać nogami, a żeby było ciekawiej to patrol lasek
mnie wyciągał z krzaków, bo nie byłam w stanie sama wstać), no i oczywiście
zostałam obezwładniona w ciągu może 20 sekund.
No i oczywiście patrol facetów poszedł w kompletnie przeciwnym kierunku
zaczynając grę od końca. Jeah.

No i jako, że z Werą wszędzie wściubimy nosa i dodatkowo mamy jakiś 6 zmysł
czy coś od w sumie rana w Sobotę podejrzewałyśmy, że będzie coś się działo,
No i dobrze czułyśmy.
Dostałam naramiennik wędrowniczy. Odnowiłam Przyrzeczenie.
I teraz słowa Roty Przyrzeczenia składałam szczerze, z głębi serca,
bo gdy te dwa lata temu, na parę miesięcy przed odejściem dostawałam Krzyż
to było raczej coś w rodzaju: dają to biorę ale przestrzegać Prawo? Pfff. Ta jasne.
Trochę się jednak zmieniło od tego czasu. Potrzebowałam dwóch lat żeby
zrozumieć, że harcerstwo jest mi potrzebne. Że to jest coś czym żyje.
Cofnęłam się znowu do tej małej dziewczynki z podstawówki dla której
harcerstwo było wszystkim.


Dziwnie jest pojechać do HOW-u. Dziwnie jest spotkać tam swoją byłą komendantkę,
którą pamiętam jeszcze jako młodą dziewczynę, drużynową drużyny wodnej,
a teraz jest mężatką z dwójką dzieci,
a do HOW-u przyjeżdża tylko w odwiedziny.




Złapanie dzisiaj stopa było totalnie masakryczne.
Niedzielni kierowcy -kocham Was -.-



Już tęsknie za Gargamelem...
A któż to Garagamel? Gargamel jest wkurzającym łysym facetem,
który przyjechał na biwak z dzieciakami z jakiegoś tam klubu turystyki wodnej.
Generalnie miałam ochotę chwycić siekierę, młotek czy choćby krzesło i zabić go na
miejscu.
Zjedli nam pół chleba, po czym gdy do niego z tym poszłyśmy usiłował nam wmówić,
że same go zjadłyśmy tylko o tym nie pamiętamy.
Potem nas oskarżył, że mu środki czystości zabrałyśmy,
a okazało się że komendant je przeniósł, bo pan inteligentny
je postawił obok jedzenia.
Tak trzymanie podróbki Domestosa i chleba razem - zawsze spoko.
Ranek. Kuchnia. Okolice 7 rano. Ja ciągle jeszcze śpię mimo, że chodzę, mówię
i smażę cebule. Słyszymy jak w jadalni jedna z animatorek mówi dzieciom,
żeby się uśmiechnęły na to Gargamel, że my też powinniśmy się uśmiechnąć.
Uśmiech, który wtedy przywołałam na twarz był chyba najbardziej sztucznym uśmiechem
w całym moim życiu. Spokojnie mogłabym z nim w reklamie Rutinoscorbinu
wystąpić...
A no i jak Gargamel pozamiatał to nie wiedziałam czy mam się śmiać, płakać, czy
przywalić mu z miotły. Na moją sugestie (wierzcie mi to był duży wyczyn
powiedzieć mu to uprzejmie, spokojnie i mu nie przywalić), że powinien pozamiatać
jeszcze raz stwierdził, że on pozamiatał dobrze tylko, że my chodzimy i znowu
nanieśliśmy śmieci. Tak jasne. To kocie żarcie, które się walało po korytarzu i kłęby kurzu
to NA PEWNO przynieśliśmy na skarpetkach.
A jak usłyszałam tekst: ''no a ktoś tutaj mówił, że lubi dzieci i potrafi je ogarnąć'' to myślałam,
że wezmę dzbanek, który obok niego stał i mu przyleje nim w łeb.
Tekst ten usłyszałam w odpowiedzi na pytanie czy dzieci mogłyby wynieść
rzeczy na ganek, żeby nie łaziły po umytych podłogach.
Cóż czyli, jako, że w miarę dzieciaki potrafię ogarnąć to mam je siłą umysłu
przenosić nad tą podłogą, tak?
No i gdy przechodziłam koło niego i dzieciaków to cały czas padały teksty w rodzaju
''no a to jest ta Druhna co chce was wykorzystać'', jako, że poprosiłam go o kilkoro dzieci
do pomocy w sprzątaniu. Jego pierwszą reakcją na moją prośbę było
''No a może wy posprzątacie, a my wam
podziękujemy, mamy cukierki.''
!!!

sobota, 5 listopada 2011

Milczenie czasem bardziej rani uszy niż krzyk. Cisza przytłacza.
Zgubiliśmy słowa. Straciłam to wszystko co tak długo budowałam.
Tak zwykła ciepła więź nagle straciła to całe ciepło.
Dryfujemy w dwóch przeciwnych kierunkach niczym lodowe kry.
Czy chce dalej rozpaczliwie trzymać się złudzeń?
Żyć, nie żyjąc wcale? Życie jest zbyt krótkie na czekanie.
Szczególnie, że czas jest największym wrogiem i kruszy zamki z piasku.
Marzenia? Szczęście? To ulotne złudzenie, które rozsypie się w mgnieniu oka.
Pora odwrócić się. Odejść. Żyć po prostu.
Otworzyć okno na świat i żyć chwilą, bo przyszłość przecież nie istnieje.
Jest tylko tu i teraz i my. Tak ulotni. Tak słabi. Niczym pył unoszony przez wiatr.
W teraźniejszości kreujemy to jacy będziemy.
Nie to co osiągniemy tylko jak to osiągniemy. Bo mamy wpływ tylko na siebie samych.
I nie ważne co zrobię. Jak często będę sobie powtarzać ''chcieć to móc''.
Nie mamy wpływu na innych. Dobre chęci nie rozpalą uczuć.
Tylko co poradzić na to co się czuje. Nie można po prostu zatrzymać się i powiedzieć:
Stop, już cię nie kocham.
Owszem można sobie wmówić, że płomień zgasł. Na ile to skuteczne?
Na tyle na ile w to wierzysz.

piątek, 4 listopada 2011

Biwaaaaak

To było miłe. Specjalnie dla mnie mój kumpel tłukł się z Bielska do Tychów
i w sumie miał przyjechać na godzinę, a skończyło się na tym, że pojechaliśmy do Kato
no i do tego był tak odważny, że zaprosił głodną mnie do Macdonalda. Niewielu ludzi by się
na to odważyło.
Miło było się poczuć po raz pierwszy od dawna jak... cóż jak dziewczyna.
Czasami mam wrażenie, że faceci widzą we mnie bardziej kumpla niż dziewczynę.
No ale sama tego chciałam. Dzień dobry feminizm.
No i w sumie nie lubię jak facet za mnie płaci no ale to miłe.
No chyba, że Agat płaci, do tego się już przyzwyczaiłam (tak jesteś facetem kochanie, tak,
też Cię kocham, nie nie zabijaj mnie ;P)
Jutro biwak w HOWie. Będzie ciekawie. Mam nadzieje, że wszystko się uda.
Oby.
I że nie zapomnę rano wyjąć mięsa z lodówki ;)
I mam nadzieje, że stał się cud i że Wera i Leszek się pogodzili, bo jak usłyszę tekst
w stylu: powiedz oboźnemu, że coś tam to mnie chyba coś trafi, nie będę się bawić w posłańca.
Jestem niespakowana, nieogarnięta, mam nie umyte włosy, nie obejrzałam
ukochanego serialu i zamiast robić coś pożytecznego to siedzę i pisze notkę.
Boje się swoich zajęć. Boję się że gra nocna się nie uda. Boje się, że nie zrealizuje celów
biwaku. Boję się, że ów biwak będzie kompletną porażką. Boję się, że jedzenie będzie nie zjadliwe.
Boję się, że czegoś zapomnę. No i ogólnie mam pozytywne nastawienie.
No i właśnie sobie przypomniałam, że o czymś mi się chyba zapomniało.
Suuuuper -.-
Damn. Kolejna rzecz o której zapomniałam mi się przypomniała. Niech mnie ktoś zabije!
Dobra idę skoczyć z okna.
Dobranoc. Do niedzieli. Czuwaj:)

środa, 2 listopada 2011

i znowu chandra

Nie wiem czy to jesień, czy powód, który większość z Was zna
ale coraz częściej dopada mnie chandra.
No i generalnie coraz częściej mam ochotę rzucić wszystko, zamknąć się w pokoju,
włączyć muzykę i zapomnieć o wszystkim.


''Co się z nią działo? To miłość, odpowiedział cichutko głos w jej wnętrzu. Nie, niemożliwe.
Tylko dlaczego wciąż był obecny w jej myślach? Dlaczego wciąż chciała, żeby
czas mijał szybciej, kiedy go nie widziała?
Miłość.''

Ciekawe co wyjdzie z naszych planów. Łatwo powiedzieć.
Pojedziemy stopem w Polskę. Niby proste. Tyle tylko, że już widzę kilka ale.
No ale zobaczymy.

I mogę sobie mówić. Narzekać. Marudzić. Wytykać wady. Widzieć wady.
Tyle tylko, że to nic nie zmienia.
Jestem głupią idiotką i tyle.

wtorek, 1 listopada 2011

Dopóki sił będę iść

Domywanie butów mi zajmie jeszcze jakiś tydzień.
Tylko Kundzia i Wera są tak genialne, żeby łazić polem zamiast drogą jak normalny człowiek.
Jestem zmęczona, ściorana i w ogóle idę spać.
Od 6 rano przeszło jestem na nogach.
No ale cóż. Sama tego chciałam. I dobrze mi z tym. Nie żałuje. Mimo, że ten leń
siedzący we mnie bardzo dzisiaj protestował.
No ale dostał kopniaka w dupę i dał mi żyć.
Miło było zobaczyć HOW. No ale zmieniło się tam wszystko straszliwie.
No chociaż gdy zobaczyłam poręcz od schodów, którą malowałam i sklep spożywczy
w którym ekspedientka patrzyła się na mnie jak na idiotkę gdy brałam jedną cebule na fakturę
i ten przystanek z przyklejonym rozkładem jazdy na suficie to jakoś tak mi się ciepło na sercu
zrobiło i poczułam się wręcz jak w domu. Mimo zmian to wciąż stara dobra Wisła Wielka ,
która jest na totalnym odludziu i stary, dobry HOW.
Ciekawa jestem czy pod prysznicem dalej jest ten wielki pająk, a pod gankiem czy wciąż
się wala błyszczyk, którego cała kadra szukała na DMB albo na kursie zastępowych (już nie pamiętam)
w okolicach 3 nad ranem.
Było fajnie :)
No i generalnie nie wiem gdzie to wcisnę ale muszę w mój napchany kalendarz wcisnąć
wyjazd w góry świętokrzyskie w które się wybieram jak sójka za morze
no i zacząć jeździć z Wero i Leszkiem w góry skoro się tak uparli na tą watrę.
Jak sobie przez nich nos odmrożę to zginą marnie...


NIE ROZUMIEM FACETÓW.
owszem świat nie jest prosty. no ale niektóre rzeczy są dla mnie czarno- białe.
kocham albo nie kocham
chce albo nie chce
tak albo nie
egoizm albo altruizm
prawda albo kłamstwo
i nie ma dla mnie czegoś takiego jak kocham trochę, kochać trochę to można skarpetki, a nie
człowieka
nie ma czegoś takiego jak częściowa prawda, jest prawda albo kłamstwo, a tekst, że ktoś
pomijał pewne rzeczy
dla twojego dobra jest cóż... dobijający
nie ma czegoś takiego jak chce ale w sumie nie chce, bo coś tam, kurcze, albo jesteś pewny,
że czegoś chcesz albo nie. Proste

dziękuje, do wiedzenia, dobranoc.